O wieloletniej obecności w branży outdoor – rozmowa ze Stefanem Glowaczem

W listopadzie ubiegłego roku gościliśmy w Krakowie jednego z najlepszych wspinaczy świata Stefana Glowacza. W ramach Marmot Tour Poland Niemiec wystąpił z pokazem „Na końcu świata”, poświęconym ostatnim wyprawom na Ziemię Baffina. Przy okazji zapytaliśmy Stefana o to, w jaki sposób łączy swoją pasję z pracą w branży outdoorowej.

Stefan GlowaczStefan Glowacz (fot. Klaus Fengler)

Piotr Turkot (4outdoor.pl): Jesteś twarzą Marmota i Gore, od lat funkcjonujesz w branży outdoor. Jakie jest twoje osobiste nastawienie do nowych technologii, nowych materiałów?

Stefan Glowacz: Niektóre ekspedycje takie jak np. wyprawa na Ziemię Baffina, którą odbyliśmy, są możliwe tylko z takim sprzętem – lekką, wysoce oddychającą odzieżą i technologiami Gore-tex, z lekkim sprzętem wspinaczkowym – bez nich takie wyprawy nie byłyby możliwe. Mógłbyś dokądś dotrzeć i wrócić, ale nie byłbyś w stanie wspinać się w międzyczasie. Kolejnym przykładem niech będzie użycie snow-kite’ów, które pomogły nam powrócić do cywilizacji – cały ten sprzęt to nowoczesna sztuka podróżowania i przygody.

Na podstawie doświadczenia wyniesionego z wypraw staramy się nieustannie udoskonalać sprzęt, ubrania i tkaniny. Sądzę, że jest to bardzo pomocne i ważne dla firm takich jak Marmot i Gore, aby mieć takich wspinaczy, jak my, którzy jadą na wyprawy, zdobywają mnóstwo doświadczeń i wracają z wynikami, które włączane są do programów projektowania nowego sprzętu. To bardzo istotne. Nie da się przetestować wszystkiego w laboratorium, potrzebne są prawdziwe, trudne warunki.

Sądzę, że istnieje wielka przyszłość dla nowych, coraz lżejszych materiałów. Myślę, że niska waga jest bardzo ważnym kryterium, jednak musisz dokładnie wiedzieć, czego oczekujesz, czego ci naprawdę potrzeba podczas wyprawy, jakiego sprzętu będziesz używał. Bez tego doświadczenia weźmiesz zbyt lekką odzież i później wpadniesz w kłopoty, gdyż nie będzie ona wystarczająco odporna. Z kolei, gdy zapakujesz do plecaka pancerne kurtki, to wtedy może się okazać, że będą one zbyt ciężkie. A więc musisz dokonać dokładnej analizy tego, co chcesz zabrać i wtedy możesz dobrać najlepszy sprzęt do swojego celu.

Pojawiły się ostatnio nowe materiały – Softshell, Paclite, czy Primaloft. Co wg ciebie jest najbardziej użyteczne? Jaki ubiór doradziłbyś wspinaczom w normalnych warunkach alpejskich, czy np. połączenie Primaloft i Paclite? Bo na ziemię Baffina chyba lepiej zabrać naturalny puch:-)

Tak, tam najlepszy jest puch… Kiedy robi się naprawdę zimno to Primaloft nie wystarcza. Mieliśmy specjalne spodnie z Primaloftu z podwójną warstwą i były w porządku, ale już kurtka z Primaloft miała zbyt dużą objętość i wagę. A zatem, kiedy jest sucho, naturalny puch wciąż pozostaje najlepszą opcją. Problem zaczyna się, kiedy musisz pracować i jesteś w cały czas w ruchu, wtedy puch jest za ciepły i za mało oddychający, trzeba dobrać odpowiedni zestaw warstw, a to wymaga mnóstwo doświadczenia.

My stosowaliśmy normalną bieliznę termoaktywną, na to Power Stretch, który bardzo dobrze sprawdzał się w grubej wersji, na to jeszcze soft shell. Kiedy musisz bardzo ciężko pracować, strasznie się pocisz, nawet jeśli jest bardzo zimno, więc nie możesz się zatrzymać na więcej niż 5 minut, gdyż wtedy robi się bardzo nieprzyjemnie, cały czas musisz się ruszać. Kiedy zatrzymywaliśmy się, żeby rozbić obozowisko, zdejmowaliśmy przepocone rzeczy i staraliśmy się zakładać suche. Nawet przy najnowocześniejszych produktach, kiedy trzeba wykonać intensywną pracę, to nie ma sposobu, że przebywać w tej samej odzieży przez cały czas. Kiedy się spocisz, musisz zdjąć mokre i założyć suche ubranie. A więc dalej jest tak jak w dawnych czasach:-)

Jakiego rodzaju kurtek używałeś na tej szalonej wyprawie, na Ziemi Baffina? Na prezentacji było widać, że wspinasz się głównie w softshellu.

Tak, wspinaliśmy się w soft shellu, potem nakładaliśmy kurtki puchowe i to dobrze się sprawdzało. Kiedy pogoda bardzo się psuła, rozpoczynała się burza śnieżna, nakładaliśmy kurtki z Pro Shell na puchówki, to było bardzo skuteczne.

Jesteś prelegentem biznesowym, motywatorem, wykonujesz prezentacje dla ludzi biznesu. Czy to działa, i co sądzisz o takich prezentacjach?

Działa, ponieważ mam własną firmę Red Chilli [znany producent butów wspinaczkowych – przyp. red.] i sam jestem… może nie menadżerem, ale założycielem przedsiębiorstwa. Przeszedłem przez wszystkie wzloty i upadki związane z zakładaniem firmy, więc mogę to porównać do mojego doświadczenia wspinaczkowego oraz wyprawowego. Widzę mnóstwo możliwości, żeby zaadoptować pewne sytuacje. Kiedy zakładaliśmy firmę z moim wspólnikiem, to zdałem sobie sprawę, że będziemy przechodzić przez te same problemy, które mamy, gdy planujemy ekspedycję.

Aby zacząć, aby zaplanować, aby wyliczyć, aby przeanalizować… Dokładnie w ten sam sposób planuje się wyprawę i dokładnie w ten sam sposób próbowaliśmy założyć Red Chilli. To było dość interesujące i sądzę, że mogę przekazać mnóstwo motywacji ludziom związanym z biznesem, gdyż sytuacje w których muszą działać bardzo przypominają sytuację wspinacza w odległym od cywilizacji rejonie – jesteś tam zdany na siebie samego, nic nie wiesz o tym obszarze, musisz podejmować słuszne decyzję w kilka sekund, również ważna jest taktyka, nie możesz pozwolić sobie na błąd. To są również najważniejsze zagadnienia dla menadżerów.

I jaki był odbiór twoich prezentacji?

Bardzo dobry. Zawsze robię te prezentacje z fragmentami filmów i zdjęciami, mają dzięki temu o wiele większy efekt. Kiedy kończę swoją prezentację, oni mają obraz w umyśle dotyczący określonych sytuacji. To jest bardzo pomocne, ponieważ w ich pracy muszą podejmować decyzję w trudnych sytuacjach, podobnie alpiniści muszą podejmować decyzje w trudnych sytuacjach. Łatwo im zobaczyć paralele pomiędzy wspinaniem ekspedycyjnym i ich pracą, ponieważ mechanizmy są mniej więcej takie same.

Jesteś współwłaścicielem Red Chilli. Jak firma sobie radzi?

Nie odczuwamy w ogóle kryzysu, gdyż nasze produkty nie są bardzo drogie. Można sobie na nie pozwolić, nawet kiedy nie ma się za dużo pieniędzy. Wspinanie to jest sport, który można uprawiać w każdej miejscowości, gdyż są ściany wspinaczkowe. Nie musisz dużo podróżować. Ja wspinam się na ściance w mojej własnej miejscowości, nie jeżdżę do Arco lub Hiszpanii, a dalej mogę się wspinać. A zatem wspinanie jest dość odporne na kryzys. Możliwe, że są cięcia budżetowe w określonych obszarach, jednak na tle innych dziedzin gospodarki, to sytuacja outdooru jest bardzo dobra.

Czy to, że jesteś znanym wspinaczem pomaga w sprzedaży butów?

Trudno powiedzieć. Jesteśmy numerem jeden w Wielkiej Brytanii i jesteśmy w pierwszej czwórce w Niemczech. La Sportiva i Five Ten mają tam mocną pozycję. Muszę przyznać, że Europa jest najtrudniejszym rynkiem outdoorowym, ponieważ wszyscy na nim operują – są marki amerykańskie, europejskie, skandynawskie, a więc jest to najtrudniejszy rynek na Ziemi.

Znasz liczbę par, które sprzedajecie w ciągu roku?

To wciąż za mało, ale z naszych wyliczeń wynika, że możemy osiągnąć około 100 tys. par butów w najbliższych latach.

Czy myśleliście kiedyś o polskim, bardzo małym rynku?

Jest bardzo mały, ale chyba interesujący i szybko się rozwija. Biorąc pod uwagę jeszcze wspinaczkę na sztucznych ściankach to jest to interesujący rynek, nawet jeśli w tej chwili jest bardzo mały.

***

Druga, wspinaczkowa część wywiadu ze Stefanem Glowaczem na stronie wspinanie.pl.

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0