Trail Running. O bieganiu historycznie

Bieganie w naszym kraju nareszcie przyciąga tłumy. Do Maratonu Nowojorskiego jeszcze nam daleko, ale Polska to przecież nie USA. Cieszy, że podobnie jak pół świata dostrzegliśmy, że to najłatwiejszy, najtańszy i jednocześnie przynoszący najszybsze efekty sport – sport dostępny dla każdego. Ale czy polubimy też jego trudniejszą odmianę – biegi trailowe? A może już polubiliśmy…

Trail running, Wierchomla 1Wierchomla (fot. Monika Strojny)

Pierwsze wzmianki o zorganizowanym bieganiu datuje się na wiele tysięcy lat przed Chrystusem w starożytnym Egipcie. Biegi w Europie mają znacznie krótszą historię: w XI wieku król Szkocji organizował coś na kształt zawodów w biegach terenowych. Jego koncepcja nie miała jednak charakteru rywalizacji dla samego współzawodnictwa, lecz czysto praktyczne zastosowanie. Król szukał najlepszego posłańca i w tym celu chętnym zaproponował wyścig. Najszybszego spośród tych, którzy przebiegli określony dystans po okolicznych wzgórzach, mianował swoim gońcem.

Także pierwsze oficjalne zawody w biegach górskich umiejscawia się w Wielkiej Brytanii – w połowie XIX wieku. Za datę najstarszych zawodów rozgrywanych po dziś dzień uważa się rok 1895, w którym rozpoczęto bieg na najwyższy szczyt Wysp Brytyjskich – Ben Nevis. Z tradycji tamtych zawodów przyjęło się określać biegi stylem anglosaskim (na górę i z powrotem lub po prostu po zróżnicowanej trasie) w opozycji do tzw. alpejskich, czyli tylko pod górę, bez zbiegów.

Ale górskie zawody nie wyczerpują tematu biegów trailowych, to pojęcie jest o wiele szersze. Zaczęto go używać nie tak znowu dawno – dopiero w 1995 roku organizacja British Athletic Federation oficjalnie określiła, czego dotyczy nazwa „trail running". Zgodnie z jej postanowieniem biegami trailowymi określa się wszystkie formy tego sportu uprawiane na ścieżkach i w naturalnym terenie, na których dopuszcza się ruch pieszy. W praktyce oznacza to wszystkie możliwe trasy poza drogami asfaltowymi, chodnikami, bieżniami oraz obiektami zamkniętymi, jak hale sportowe i boiska. Można więc uznać, że biegając w parku, w lesie, w górach, na plaży i pustyni, po każdej naturalnej nawierzchni takiej jak trawa, szutr, skały i piach – uprawia się biegi trailowe.

• Po płaskim też można – Przełaje

Do worka z napisem „trail" można wrzucić trzy zasadnicze typy zawodów biegowych: przełaje (w nizinnym terenie), górskie oraz tzw. ultra. Pierwsze to zwykle biegi miejskie rozgrywane w parkach lub w terenie, gdzie nie ma wystarczających wzniesień, aby je nazwać górskimi. Najlepszą opinią i popularnością cieszą się serie zawodów organizowanych przez lokalne ośrodki dla młodzieży szkolnej. Są świetną kuźnią talentów (choć prawda jest taka, że po skończeniu szkoły niewiele z tej młodzieży nadal biega) i alternatywą dla nudnych zajęć wf-u, stanowiąc jednocześnie niedrogą i bezpieczną formę treningu.

Dla dzieci biegi organizowane są na symbolicznych dystansach już od kilkuset metrów, dzięki czemu właściwie każdy może je ukończyć. Między innymi to sprawia, że frekwencja jest znakomita. Dla przykładu, w niewielkim Gryfinie w takich biegach potrafi wziąć udział ponad półtora tysiąca dzieciaków! Ale przełaje to też sport dla dorosłych, w tym roku pod koniec marca w Bydgoszczy odbyły się Mistrzostwa Świata, które powróciły do Polski po 23 latach.

Biegi górskie rosną w siłę

Typ drugi może, ale wcale nie musi, odbywać się w górach – wystarczy, że przewyższenie w stosunku do dystansu wynosi 5%, czyli na 10 km trasie jest przynajmniej 500 metrów zsumowanego przewyższenia (podbiegów lub zbiegów). Dzięki tej zasadzie zarówno Maraton Gorce, jak i podwarszawski Bieg w Falenicy, należą do grupy biegów górskich. Ich popularność w Polsce rośnie dopiero od kilku lat.

W 1999 roku, gdy organizowano pierwszy Bieg Górski Żar, do Międzybrodzia Żywieckiego przyjechali głównie ocierający się o zawodowstwo amatorzy i członkowie klubów biegowych, a dziś to impreza „dla każdego". Na starcie w 2009 roku stanęło ponad 300 osób, zarówno takie sławy jak Izabela Zatorska czy Andrzej Długosz, jak i setki zapalonych biegaczy w wieku od 10 do 70 lat. A trzeba przypomnieć, że to jeden z bardziej wymagających biegów w kraju – na dystansie 6,8 km przewyższenie (tylko pod górę, jak na styl alpejski przystało) wynosi 600 metrów. Nie jest to jednak najtrudniejszy z biegów typu alpejskiego. Za taki uważa się ten o największym podbiegu, czyli Tatrzański Bieg pod Górę z ronda Kuźnickiego w Zakopanem na szczyt Kasprowego Wierchu. W 2008 roku na 9 km dystansie uzyskano 1070 metrów przewyższenia, z którym zmierzyło się ponad 130 osób. Gdy rok później trasę skrócono o połowę, lista startowa wypełniła się w kilka dni, a ze względu na postanowienia władz parku narodowego, mogło się na niej znaleźć tylko 300 nazwisk.

Trail Running, MaltaMalta (fot. Monika Strojny)

Cieszy fakt, że dosłownie w ciągu kilku lat do tej wymagającej naprawdę dobrej kondycji fizycznej dyscypliny, przychodzi wielu amatorów. Widać to po szybko wypełniających się listach startowych – w Biegu na Pilsko (rozgrywanym od 2001 r.) w ubiegłym roku padł rekord biegów górskich – z ponad 500 zapisanych osób metę przekroczyło prawie 400 zawodników, a na przygotowanej tylko dla dzieci krótkiej trasie ścigała się ponad pięćdziesiątka maluchów. Z moich rozmów z uczestnikami wynikało, że grubo ponad połowa osób uważała siebie za biegaczy-amatorów, dla których start to tylko jedna z form zdrowego spędzenia weekendu.

Jedynym ograniczeniem dotyczącym masowości tych biegów w Polsce jest ich miejsce – przede wszystkim tereny parków narodowych i rezerwatów. Na tych trasach organizatorzy muszą wprowadzać limity zgłoszeń, bo władze parków nie zgadzają się na masowe wchodzenie na ich teren. Mimo, że biegi nigdy nie są organizowane poza szlakami, a łamanie tej zasady karane jest dyskwalifikacją uczestnika, ograniczenia sprawiają, że nigdy frekwencja nie dorówna biegom ulicznym. To jednak także ich siła – imprezy są w pewnym sensie kameralne, nie ma problemów z brakiem świadczeń, a zawodnicy przyzwyczajeni do dobrej organizacji wracają z zadziwiającą regularnością.

Dla najtwardszych – Ultra

Trzeci dział to w Polsce właściwie teoria, bo do klasycznych imprez biegowych na dystansie ultra (w terenie, nie na szosie), czyli powyżej maratońskich 42 km, można zaliczyć tylko liczący 78 km Bieg Rzeźnika rozgrywany od 2004 roku w Bieszczadach. Przez 6 lat bieg stał się kultowy, zarówno zwycięstwo w nim, jak i ukończenie budzą respekt, a z każdym rokiem lawinowo wzrasta liczba chętnych. Mimo, że to wyższa półka trudności, organizatorzy nie limitują zgłoszeń doświadczeniem zawodników, co przekłada się na rosnącą z roku na rok frekwencję. Początek był jednak słaby – pierwszą edycję ukończyło zaledwie dziesięć (!) osób, czyli pięć zespołów. Ze względów bezpieczeństwa w Rzeźniku startuje się w parach i aż do mety nie wolno się rozdzielać.

Na przestrzeni lat zainteresowanie rosło jednak w tempie lawinowym i można się pokusić o stwierdzenie, że to modelowy przykład na wzrastającą popularność trudniejszych biegów w Polsce. W 2007 roku na starcie stanęło prawie 140 osób, a w 2009 roku wystartowało ich już ponad 380, z których 280 dotarło do mety! W tym roku, po kilku dniach od rozpoczęcia zapisów, zapełniono już 150 miejsc, a w sumie, mimo trudnych warunków, wystartowało 210 zawodników. Co ciekawe, to prawdopodobnie jedyne zawody, które tylko ze względów prestiżowych można na własną rękę wydłużyć. Meta tak zwanej wersji „hardcore" leży 25 km dalej niż ta normalna i nie jest już oficjalną trasą wyścigu. Zawsze jednak znajdą się śmiałkowie, którzy dla własnej satysfakcji biegną dłużej.

Zupełnie inaczej sytuacja wygląda w Europie. Biegi ultra to ogromne, niemal masowe przedsięwzięcia, na które zjeżdżają amatorzy i zawodowcy z całego świata. Najsłynniejszym z nich jest The North Face Ultra Trail du Mont Blanc rozgrywany od ośmiu lat na granicy Francji, Włoch i Szwajcarii, na dystansie 166 km i łącznym przewyższeniu 9,4 km w limicie czasu 46 godzin. Przy okazji tego biegu prowadzone są też trzy krótsze trasy (w sumie startuje ponad 5 tys. osób), ale tylko najdłuższa jest tak prestiżowa. Aby w ogóle móc zapisać się na listę, przez dwa poprzedzające lata trzeba zebrać 5 punktów (w Polsce tzw. kwalifikację można uzyskać tylko w Biegu Rzeźnika – 2 punkty, maratonie na orientację Kierat – 3 i Sudeckiej Setce – 2) i dla wielu samo uzyskanie kwalifikacji graniczy z cudem. Mimo tak restrykcyjnej polityki lista startowa z 2300 miejscami zapełnia się w kilka godzin.

Na świecie popularne, jeśli tak w ogóle można powiedzieć o zawodach dla absolutnych ekstremalistów, stały się etapowe biegi ultra – kilkudniowe zawody rozgrywane w ciągu jednego dnia, z nocną przerwą na odpoczynek. Wśród najbardziej znanych są m.in.: mający 25-letnią tradycję Maraton Piasków w Maroku (sześć dni, w sumie 243 km, za każdym razem około 230 zawodników), Gore-Tex Trans Rockies Run w USA czy ciekawy ze względu na miejsce 100 km Antarctic Ice Marathon.

W sumie: trail

W Polsce dopiero od kilku lat używa się określenia biegi trailowe (od angielskiego słowa „trail" – ścieżka, szlak), między innymi za sprawą jedynego do tej pory cyklu grupującego tego typu biegi – Salomon Trail Running. Cykl, rozgrywany od czterech lat, najpierw istniał przy okazji zawodów adventure racing, a po dwóch latach usamodzielnił się i ma charakter stricte biegowy. Zawody wchodzące do rankingu to dziesięć biegów od 7 do 40 km, w terenie podmiejskim np. Silesia Eco Run w Chorzowie, Ekobiegi pod Warszawą czy finałowy Bieg Trzech Kopców w Krakowie) oraz w górach (Międzynarodowy Bieg Górski Żar, Maraton Gorce czy Maraton Gór Stołowych). W ubiegłym roku w rankingu sklasyfikowano ponad 1300 uczestników, ale już dziś wiadomo, że w 2010 roku frekwencja może być nawet trzykrotnie większa. Tylko na rozpoczynający cykl bieg w Chorzowie zgłosiło się prawie 800 osób.

Trail Running, Wierchomla 2Wierchomla(fot. Monika Strojny)

Pierwsze miejsca zajmują oczywiście zawodnicy trenujący w klubach oraz członkowie kadr w biegach górskich i przełajowych, jednak zdecydowana większość startujących to zupełni amatorzy, którzy zwykle po etapie biegania na szosie przenoszą swoją pasję w bardziej przyjazne, naturalne tereny. Jest też spora grupa osób, które lubiąc chodzić po górach, połączyły tą aktywność z bieganiem i całymi rodzinami startują w zawodach.

Nie ma pewności, czy Polacy nadal tak chętnie będą biegać poza asfaltowymi drogami. Można mieć jednak nadzieję: skoro tak bardzo lubimy przejmować wzorce z zachodu, przejmiemy i te dotyczące biegów trailowych. A te na Zachodzie przeżywają prawdziwy boom. Na portalu społecznościowym Facebook grupy biegaczy wyrastają jak grzyby po deszczu i tylko pozostaje patrzeć, jak aktywność z wirtualnego świata przeniesie się na łono natury. Bo w klikaniu myszką już jesteśmy mistrzami…

Monika Strojny

 

 

 

 

 

 

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0