HomeRynek outdoor

Myślenie w kategoriach innowacji technologicznych jest dla mnie naturalne – rozmowa z Marcinem Pery z ReClimb

„Od pierwszego dnia postanowiłem wziąć ryzyko na siebie i samodzielnie finansować projekt. Gdy pierwsze pomysły zostały już opatentowane, zacząłem robić przymiarki do prototypów i angażować kolejnych ludzi. Tak powstała firma, która dziś liczy już kilkanaście osób”. O tym, czy możliwa jest innowacja w dziedzinie ścianek wspinaczkowych, a także o wyzwaniach biznesowych oraz technologicznych, jakie stoją przed firmą, rozmawiamy z Marcinem Pery, właścicielem i pomysłodawcą startup ReClimb.

Marcin Pery (fot. ReClimb)

Piotr Turkot (4outdoor.pl): Kiedy firma Reclimb została powołana do życia? Na czym polegał główny pomysł, który miał stać się fundamentem tego biznesu?

Marcin Pery (pomysłodawca i właściciel ReClimb): Pomysł na firmę zrodził się w mojej głowie w 2020 roku, kiedy zacząłem się na poważnie wspinać i byłem już takim „amatorem plus”. Zakiełkowało wtedy u mnie niezrealizowane do tej pory marzenie wspięcia się na El Capitana ;). Podczas jednego z treningów na sztucznej ściance wspinaczkowej z doświadczonym wspinaczem i instruktorem Zbyszkiem Krośkiewiczem popatrzyłem na ścianę i pomyślałem: „Kurcze, dlaczego te chwyty są przykręcone na stałe? Dlaczego nie mogę wziąć sobie chwytu i przesunąć go trochę w lewo czy trochę w prawo tak, żeby były one bliżej albo dalej?”. Myśl o tym zaczęła dojrzewać w mojej głowie. Podzieliłem się nią w tamtym okresie ze Zbyszkiem, a on stwierdził, że to absolutnie głupi pomysł. Podkreślał, że świat wspinaczki polega na tym, że wszystko jest „analogowe”, są góry, skały, a sztuczne ścianki wspinaczkowe („paździerz”) to głównie forma pomocnicza, rodzaj narzędzia treningowego, aby nauczyć się lepiej wspinać się w górach i skałach.

Wtedy uświadomiłem sobie, że moje pomysły na wprowadzenie technologii do wspinaczki wynikają z tego, że pochodzę z branży technologicznej, a wspinać zacząłem się później. Całe życie zajmowałem się technologią, więc myślenie w kategoriach innowacji technologicznych jest dla mnie naturalne. Natomiast starsi wyjadacze wspinaczkowi często nie czują potrzeby wprowadzania jakichkolwiek zmian: góry stoją przecież od milionów lat i nie ma potrzeby ich „ulepszania”. Ta ich stałość i dziewiczość to istotne wartości, które nasza wspinaczkowa społeczność stara się w sposób naturalny chronić – i słusznie.
Po tej rozmowie ze Zbyszkiem wróciłem do domu i zacząłem sprawdzać, czy rozwiązania tej mojej potrzeby fizycznej rekonfigurowalności ściany wspinaczkowej gdzieś na świecie już istnieją. Okazało się, że nie. Są różne systemy treningowe polegające na podświetlaniu chwytów czy wyświetlaniu obrazów z projektorów. Istnieją rollery używane przy treningach boulderowych, ale nie ma systemów zmieniających fizycznie miejsce chwytów i stopni.

Zdecydowałem więc, że warto spróbować włożyć w to więcej wysiłku i przejść do realizacji tego pomysłu. Zacząłem kreślić różne projekty. W efekcie opatentowałem swoje pomysły. W 2021 roku założyłem formalnie spółkę. Udało mi się ostatecznie również przekonać do pomysłu Zbyszka, który zaczął mnie wspierać i doradzać. Moi przyjaciele z doświadczeniem technologicznym zaczęli mi aktywnie kibicować. Od samego początku bardzo zaangażował się również mój przyjaciel ze szkoły średniej – Michał Popiel-Machnicki, mój pierwszy partner wspinaczkowy.

Ścianka SkyWall (fot. ReClimb)

Cały czas się rozwijacie i nie możecie jeszcze bazować na sprzedaży. W jaki sposób zatem zdobywasz fundusze na działalność?

Od pierwszego dnia postanowiłem wziąć ryzyko na siebie i samodzielnie finansować projekt. Gdy pierwsze pomysły zostały już opatentowane, zacząłem robić przymiarki do prototypów i angażować kolejnych ludzi. Tak powstała firma, która dziś liczy już kilkanaście osób. Formalnie od początku był to startup, choć chcąc być precyzyjnym, należałoby powiedzieć „bootstrap” (firma finansowana przez założyciela). Zdecydowałem się na podjęcie tego ryzyka biznesowego dlatego, że mocno wierzyłem w potencjał pomysłu, choć wiele osób słysząc o tym, co chcę zrobić, pukało się w głowę. Gdy chodziłem na Makak na treningi i opowiadałem, co robię, widziałem oznaki niedowierzania i wątpliwości, że coś takiego można fizycznie stworzyć i że kiedyś po takiej konstrukcji będzie można się wspinać.
Choć wszystko zaczęło się od pomysłu ścianki dla profesjonalnych wspinaczy, w pewnym momencie olśniła mnie druga myśl, żeby zbudować dedykowaną ściankę dla dzieci – dużo prostszą, gdzie różnorodność chwytów nie jest istotna, a bardziej liczy się to, w jaki sposób interaktywnością i grywalizacją zachęcić dzieciaki do wspinania.

Dzisiaj w spółce już nie jestem jedynym akcjonariuszem. Dołączyła do mnie między innymi Ola Mirosław. Skontaktowałem się z nią, kiedy zdobyła złoty medal olimpijski w Paryżu i w wywiadzie w prasie powiedziała, że jej marzeniem jest, aby ścianki wspinaczkowe były w niemal każdej szkole, podobnie jak orliki. Żeby wspinaczkę sportową wprowadzać szerzej do świata dzieci. Żeby dzieci uczyły się wspinać i się ruszały, bo to fantastyczny sport ogólnorozwojowy.

Wówczas skleiło mi się to wszystko w głowie. Powiedziałem Oli, że mam pomysł na wykorzystanie interaktywnych ścianek wspinaczkowych jako masowego produktu dedykowanego dzieciakom głównie w wieku szkolnym. Od razu jej się to spodobało i dołączyła do firmy. Chciałbym zgromadzić wokół firmy duże grono pasjonatów i marzycieli – osób, które identyfikują się ze wspinaniem lub widzą w nim potencjał biznesowy. Mamy już kilkudziesięciu akcjonariuszy, drobnych i większych, a każdy chętny może zostać dziś naszym inwestorem. Trwa właśnie publiczna emisja naszych akcji na platformie crowdfundingowej Emiteo.pl/Reclimb/. Zapraszam serdecznie do tworzenia wspólnej pasjonującej historii.

Nasze pierwsze doświadczenia eksploatacji pierwszego egzemplarza SkyWalla, który funkcjonuje na Makaku w Warszawie, są bardzo obiecujące. Nieraz słyszałem od dzieciaków, że specjalnie przyjechały z rodzinami, żeby powspinać się właśnie na SkyWallu. Wielokrotnie było też tak, że po wspinaniu się na naszym SkyWallu, dziecko podchodziło do rodzica i mówiło „Chcę spróbować jeszcze tam obok, na tych wysokich ściankach”. To jest dokładnie ten mechanizm, na którym również nam zależało, czyli zachęcenie dzieciaków, żeby w ogóle chciały zacząć się wspinać i docelowo złapały tego bakcyla wspinaczkowego.

Projekt HighWall (fot. ReClimb)

Jak postrzegacie w firmie rozwijające się środowisko wspinaczkowe? Widzicie rosnące zainteresowanie takimi aktywnościami jak wspinanie, chociażby wskutek sukcesu Oli? Chcecie wpisać się w swoisty boom?

Z moich obserwacji i rozmów z przyjaciółmi z centrów wspinaczkowych wynika, że jest widoczny ewidentny trend wzrostowy, rodzi się moda na wspinanie sportowe – i to jest świetne. Dziś na Makaku popołudniami i w weekendy trudno się czasami dopchać do drogi. Myślę, że wiele osób traktuje dziś wspinaczkę na ściankach trochę jak alternatywę dla fitnessu czy crossfitu – i to też jest super, bo wspinaczka to przecież sport ogólnorozwojowy, który może być uprawiany chociażby po prostu po to, żeby zdrowo się rozwijać. To, że ta wspinaczka ma taki fitnessowy rys nie jest według mnie niczym złym, choć mam świadomość dyskusji na ten temat w środowisku profesjonalnych wspinaczy i alpinistów. Ci, którzy wywodzą się z kręgów starej, dobrej, klasycznej wspinaczki, bazującej głównie na wspinaniu w skałach i w górach, prawdopodobnie patrzą na to z przerażeniem czy niedowierzaniem. Fakt – może wydać się trochę obrazoburcze, gdy ktoś zjawia się w trampkach i próbuje w nich chodzić po chwytach, a nie używa specjalistycznych butów. Pamiętajmy jednak, że 80–90% osób przychodzących dzisiaj z dziećmi do centrów wspinaczkowych w miastach prawdopodobnie nigdy nie będzie wspinać się w skałach czy w górach. To są dwa różne światy: klasyczny świat alpinizmu, taternictwa i ten drugi, bardziej popowy.

Dla mnie osobiście jedną z największych wartości, które niesie wspinaczka sportowa, jest konieczność naturalnej współpracy pomiędzy partnerami. Wspinaczka zespołowa to jeden z tych sportów, który wręcz wymusza taką współpracę i pełne zaufanie między partnerami – asekurowanie partnera to przecież fizyczna odpowiedzialność za jego zdrowie i życie. Widzę, że wspinacze w miarę zdobywania doświadczenia wspinaczkowego coraz bardziej doceniają tę wartość. Można zaczynać od amatorskiego chodzenia na autoasekuracji po sztucznych ściankach wspinaczkowych i dojść do etapu zespołowego chodzenia po górach i skałach, gdzie element asekurowania się nawzajem staje się cennym doświadczeniem budującym bliskie więzi między partnerami.

Projekt HighWall (fot. ReClimb)

Zderzmy ten świat naturalnych skał z technologią. Ty wywodzisz się z tego drugiego segmentu. Jak to się stało, że założyliście, iż technologia może pomóc nie tyle we wspinaniu, ile w stworzeniu produktu, który będzie ciekawy dla różnych grup odbiorców? Istnieją takie ściany systemowe, które w dość ograniczonym zakresie wykorzystują technologię – choćby Kilter Board czy Moon Board – i dodają pewnej interaktywności treningom. Co technologia, którą ty masz w głowie, może wprowadzić do wspinania?

Tak zwany unique selling proposition, czyli wartość unikalna, która nas wyróżnia, to fakt, że nasze ściany się fizycznie rekonfigurują, to znaczy, że chwyty się wsuwają i wysuwają w przypadku ścianek dla dzieciaków lub, jak w przypadku ścianki dla profesjonalistów, są osadzane i chowane przez robota. Stanem wyjściowym, neutralnym jest płaska ściana. Po naciśnięciu przycisku w aplikacji na smartfonie czy tablecie, czyli po wybraniu drogi z bazy zaprojektowanych przez routesetterów dróg, niektóre chwyty wysuną się w odpowiednich miejscach ściany, tworząc drogę wspinaczkową. To jest zupełnie inne doświadczenie, niż jedynie podświetlanie niektórych chwytów na statycznej ścianie z nakręconymi na stałe drogami.

Nasze interaktywne i robotyczne rozwiązania nawiązują – paradoksalnie – w większym stopniu do sposobu wspinania się w naturalnych skałach. Jak jesteśmy na naturalnej górskiej drodze, to w ogólności możemy się chwytać wszystkiego i stawać na wszystkim – nie ma wyznaczonych chwytów określonego koloru. Mamy więc w przypadku naszych ścianek do czynienia z powrotem do sytuacji, gdzie każdy sposób pokonania drogi jest dozwolony.

Ta fizyczna konfigurowalność dróg wspinaczkowych jest tym, co decyduje dziś o naszej przewadze konkurencyjnej. Kolejne funkcjonalności związane z interakcją (wykrywanie dotyku, ekrany ledowe), które pojawiają się głównie w ściance dziecięcej, dostarczają dodatkowego powodu, żeby dziecko chciało się wspinać. Bo u nas dzieciaki wspinają się niejako „przy okazji”, grając w interaktywne gry i wykonując angażujące zadania.

Ukierunkowanie na zadaniowość i rywalizację dają dodatkowo taki efekt, że dzieci zapominają na przykład o lęku wysokości. Rodzice wielokrotnie mówili mi, że to jest niesamowite – zwykle dziecko wchodziło na wysokość 3–4 metrów, a dalej lęk wysokości nie pozwalał mu wejść wyżej – „odcinało je”. Wszyscy to znamy: zalewa nas kortyzol, odcina nas i koniec, dalej już nie pójdziemy. Na naszej ściance dziecko ma na przykład zadanie dotknąć wszystkich czerwonych przycisków, od dołu do samej góry, i angażując się w to zadanie „zapomina” o tym, że się boi. Nagle samo odkrywa, że znajduje się już na 8 metrze nad podłogą, jest zadowolone, że wykonało zadanie i zjeżdża szczęśliwe.

Ścianka SkyWall podczas Pucharu Świata w Krakowie (fot. ReClimb)

W waszym portfolio jest też projekt adresowany do bardziej zaawansowanych wspinaczy.

Tak, mówimy w tym przypadku o robotycznej ściance HighWall. Zaczęliśmy od produkcji interaktywnej ścianki dla dzieci SkyWall, bo to produkt prostszy do wykonania i wydawało nam się, że zostanie szybciej przyjęty przez rynek – nie tylko przez centra wspinaczkowe, ale też na przykład przez galerie handlowe. Taka ściana już stoi na Makaku i niedługo będzie stała w kolejnych miejscach. Ale mamy też projekt, od którego w mojej głowie zaczęła się cała historia, czyli HighWall – produkt dla profesjonalnych wspinaczy (chociaż ja sam takim wspinaczem się jeszcze nie czuję). To jest ściana, która ma mieć do 14 metrów wysokości i szerokość 3 metrów (jest to szerokość pasa ścianki, na której wspinają się wspinacze sportowi na czas). Ten zakres przestrzeni jest dosyć duży – dokładnie tyle, żeby np. dało się trochę trawersować, odejść lekko w lewo czy w prawo oraz wykonać inne zaawansowane zadania treningowe.

Główną różnicą pomiędzy SkyWall a HighWall jest fakt, że w przypadku HighWall’a wszystkie chwyty są różne. Na ściance dziecięcej dzieciakom jest wszystko jedno, czy chwytem jest dinozaur, czy gwiazdka. Dla profesjonalnych wspinaczy ma zasadnicze znaczenie, czy chwytem jest oblak, krawądka czy ścisk. Każdy chwyt okazuje się trochę inny i można z nich ułożyć dowolną drogę, złożoną zwykle z kilkudziesięciu chwytów. Wskutek owej różnorodności nie da się zrobić tak, że chwyty będą się jedynie wsuwać i wysuwać – musi je układać robot. Robot wybiera chwyt zaprojektowany dla danego miejsca, podjeżdża w to miejsce, wkłada chwyt i zabezpiecza go tak, żeby stabilnie był osadzony w ścianie.

Docelowo zamierzamy na HighWall umieścić czujniki, które będą na przykład pokazywały wektor obciążenia danego chwytu. Wtedy można sobie wyobrazić sytuację, że daną drogę przechodzi mistrz, który odpowiednio się ustawia – tutaj robi wypór, tam zaś jakiś inny ruch, którego z daleka nie widać. Każdy wspinacz będzie mógł porównać swoje przejście z przejściem tego mistrza. Zobaczy np., że tutaj mistrz obciążył chwyt jakoś inaczej. To może być fantastyczne narzędzie treningowe, którego dzisiaj po prostu nie ma. Zbyszek często krzyczał do mnie z dołu: „Marcin, tam po prawej stronie coś jest”, a ja czasami nawet tego nie słyszałem. Czym innym jest słyszeć z dołu krzyk, a czym innym np. zobaczyć coś na własne oczy w ramach przygotowania do przejścia drogi w technologii AR. HighWall’a chcemy rozwijać właśnie w takich przykładowych kierunkach – wykorzystując najnowsze technologie do wspomagania treningu i urozmaicania wrażeń ze wspinania.

Ścianka SkyWall podczas Pucharu Świata w Krakowie (fot. ReClimb)

Nasuwa się tutaj pytanie o użyte technologie oraz o to, w jakim stopniu można zmieniać nachylenie tych ścian. Przy tak dużej konstrukcji koszty pewnie nie są małe.

Ścianka dziecięca SkyWall jest pionowa i raczej nie zamierzamy tego zmieniać. Z kolei ścianka Highwall ma nachylenie równe ścianie olimpijskiej – 5 stopni (takie nachylenie zakładamy ze względów bezpieczeństwa oraz ze względu na zwiększenie trudności dróg). Myśleliśmy o tym, żeby od pewnej wysokości ściana Highwall była sterowalna i pochylała się pod pewnymi kątami. Może nie w takim zakresie, w jakim są nachylone treningowe bouldery typu Kilter czy Moon. Technicznie wydaje się trudne, żeby na pewnej wysokości tak ciężką ścianę odpowiednio mocno wygiąć i żeby równocześnie była ona nadal bezpieczna. Myślimy o tym, aby od wysokości 6 metrów czy innej cały moduł był odchylany, na przykład na 20 stopni.

Prawie wszyscy profesjonalni wspinacze, którzy ze mną rozmawiali i widzieli narysowane projekty, mówili: „Musi być pochylenie – bez tego nie da się ułożyć pewnych trudności”. Zakładamy, że bez dodatkowego pochylenia maksymalna trudność, jaką jesteśmy w stanie ułożyć, to około 7a. Ktoś mógłby powiedzieć, że skoro wspina się po siódemkach czy ósemkach, to ścianka HighWall nie będzie dla niego. Myślę, że ścianka, na której da się ułożyć jakieś 6b/6c, to już bardzo dobre narzędzie. Nawet ci najlepsi przynajmniej się rozgrzeją na 6b ;).

Oczywiście ścianka HighWall nie odwzoruje wszystkich możliwych struktur skalnych. Trudno sobie wyobrazić na przykład zacięcia czy rysy w takiej formie, co oznacza, że ta ścianka nie zastąpi całkowicie istniejących ścianek wspinaczkowych. Nie jest więc tak, że nagle za rok wszystkie centra wspinaczkowe się zamkną i będą tylko ścianki automatyczne.

Kolejna rzecz, jaką trudno będzie rozwiązać na ściankach robotycznych, to wielkość chwytów i struktur, biorąc pod uwagę, że teraz jest moda na coraz większe chwyty i struktury. Zakładamy, że maksymalna wielkość chwytów to będzie mniej więcej powierzchnia kwadratu 25 cm na 25 cm. Ale w zwykłych statycznych sztucznych ściankach wspinaczkowych chwyty też są kręcone według pewnego standardu – gniazda na chwyty są umieszczone mniej więcej co 25 cm, tak więc one też mają pewne naturalne ograniczenia, bo chwytów nie sposób umieścić dowolnie, tylko trzeba „celować” w te dziury. Kolejnym ograniczeniem technologicznym jest to, że chwyty na ściance HighWall możemy obrócić jedynie o wielokrotność 90 stopni. Istnieją zatem pewne obiektywne ograniczenia zastosowania technologii robotycznych w budowie ścianek wspinaczkowych, ale liczba zalet i możliwości, jakie one dostarczają, z powodzeniem rekompensuje te ułomności. Traktując HighWall’a jako narzędzie treningowe, można sobie wyobrazić sytuację analogiczną do tej, w której np. Adam Ondra ćwiczył do przejścia Silence 9c. Zbudował on u siebie makietę przechwytów i stworzył model drogi, na którym ćwiczył miesiącami. Za pomocą HighWalla można by spróbować tworzyć takie modele dróg, które odwzorowywałyby różne klasyki.

Co ciekawe, zaistnienie robotycznych ścianek HighWall będzie oznaczało również zmianę w pracy routesetterów. Dzisiaj pracują oni głównie na linach lub wysięgnikach przy użyciu wkrętarek. Tutaj będą mogli usiąść przy tablecie i razem z AI pokombinować nad projektowaniem nowych dróg. Gdy nauczymy AI interpretować trudność drogi, to być może podpowie ona kiedyś routesetterowi, że jeśli przesunie coś bardziej w prawo i obróci, to dołoży plusika do wyceny projektowanej drogi.

Aleksandra Mirosław i Marcin Pery, CEO Reclimb (fot. ReClimb)

Podejrzewam, że w przypadku każdego waszego rozwiązaniu można zapytać o kwestie bezpieczeństwa, bo to przecież jest fundament. Na tych ścianach ludzie będą się wspinać przy użyciu autoasekuracji w rodzaju TrueBlue. To jest system niezależny od was, ale pewnie możecie go jakoś wspomóc. Jaki jest wasz pomysł na to?

Już teraz na naszej ściance SkyWall można zaobserwować coś, czego nie ma nigdzie na świecie: dopóki specjalna kamera zamontowana na ścianie nie zobaczy, że autoasekuracja jest prawidłowo wpięta w uprząż, na ściance nie pojawią się chwyty i dziecko nie będzie mogło zacząć się wspinać.

Stworzyliśmy system analizy obrazu wykorzystujący algorytmy AI, który rozpoznaje, czy dziecko jest gotowe do wspinaczki i czy taśma od autoasekuracji została poprawnie przypięta do uprzęży.
Nasze rozwiązanie będzie można instalować nie tylko na naszych ściankach. Planujemy je wprowadzić w ciągu najbliższych kilku miesięcy – zakładam, że jeszcze w tym roku – i udostępnić jako niezależny produkt, możliwy do wdrożenia także poza naszymi ściankami. Zastosowanie analizy obrazu z kamery, pozwalające ocenić, czy wspinacz jest prawidłowo przypięty, istotnie zwiększy bezpieczeństwo wszystkich, którzy używają do wspinania systemów autoasekuracyjnych. Wiemy, że od czasu do czasu zdarzają się wypadki, zazwyczaj wynikające z ludzkiego błędu. Niekiedy nawet doświadczeni wspinacze padają ofiarą takich sytuacji – wskutek zmęczenia albo nadmiernej pewności siebie, gdy myślą: „Ja nie popełniam błędów, więc nie muszę już sprawdzać”.

Na naszych interaktywnych ściankach zastosowanie tego systemu bezpieczeństwa działa o tyle lepiej, że chwyty po prostu nie wysuną się, dopóki system nie potwierdzi, że sytuacja jest bezpieczna. Natomiast na ściankach statycznych o sytuacji niebezpiecznej może informować jakiś sygnał świetlny czy dźwiękowy. W przyszłości zamierzamy rozbudować nasz system w kierunku nie tylko autoasekuracji, ale również asekuracji zespołowej – czy to z góry, czy z dołu. Można sobie wyobrazić taką sytuację, w której nasz system rozpoznaje prawidłowość zawiązania ósemki. Niby wspinacze uczą się, żeby nawet przy pełnym zmęczeniu robić to niemalże automatycznie, ale mnie się kilka razy już zdarzyło, że zawiązałem ósemkę tylko w jedną pętlę łącznika. Wierzę, że najnowsze technologie analizy obrazu osoby wspinającej się na ściance, pozwolą nam zmniejszyć liczbę niebezpiecznych sytuacji i wypadków.

Opowiedz o planach na najbliższy czas. Wspominałeś co prawda we wcześniejszej wypowiedzi, że będzie crowdfunding, ale podsumuj, co was czeka, co jest dla was najistotniejsze i jak długo ten biznes może być jeszcze w fazie inkubatora.

Jesteśmy w bardzo ciekawym momencie rozwoju naszej spółki – wychodzimy właśnie ze stadium garażu (a fizycznie nawet dwóch garaży na warszawskim Okęciu), gdzie dziś konstruujemy prototypy i montujemy pierwsze urządzenia. Jeszcze jesienią chcemy się przenieść do profesjonalnej hali produkcyjnej. Zakładamy, że to będzie nasz docelowy zakład produkcyjny na kolejne kilka lat. Tam będziemy w stanie produkować 10 sztuk ścianek SkyWall w miesiącu. W tym celu musimy również zatrudnić nowych pracowników – monterów, serwisantów. W ten sposób chcemy osiągnąć zdolności produkcyjne, które docelowo pozwolą uzyskać rentowność. Jednocześnie mamy zamiar zweryfikować zakładany model biznesowy. Na razie chcemy ścianki SkyWall udostępniać w pierwszej kolejności w rodzinnych centrach rozrywkowych i tego typu obiektach, a niekoniecznie w centrach wspinaczkowych (chociaż jak najbardziej jesteśmy na to otwarci).

Mamy zamiar w przyszłym roku dojść do etapu break even, w którym nie przepalamy więcej pieniędzy, niż zarabiamy – to jest nasz ambitny plan. Skupiając się dzisiaj na produkcji i sprzedaży ścianek SkyWall, jednocześnie kontynuujemy prace badawczo-rozwojowe nad High-Wallem. Zakładamy, że w ciągu półtora roku będziemy mogli zaproponować pierwszy prototyp takiej ścianki i dać się na niej powspinać profesjonalistom. Wysłuchamy ich krytycznych opinii, żeby zmodyfikować, co trzeba, i pójść w kierunku konsensusu między możliwościami technologicznymi a potrzebami wspinaczy.

W najbliższym czasie będziemy jeszcze wprowadzać na rynek produkt ClimbGuard, o którym już trochę wspomniałem, a który jest systemem informatycznym analizującym obraz z kamer za pomocą algorytmów AI. Zadaniem ClimbGuarda będzie pilnowanie bezpieczeństwa wspinaczy na naszych, ale też na statycznych ściankach wspinaczkowych.

W celu dalszego rozwoju chcemy pozyskać finansowanie crowdfundingowe na platformie Emiteo – już niebawem będziemy można fizycznie kupić nasze akcje. Każdy, kto wierzy w ten projekt, kto kocha wspinaczkę i dzieci, kto chciałby, żeby te ostatnie więcej się ruszały, może ten projekt wspomóc mniejszą lub większą kwotą i zostać pełnoprawnym akcjonariuszem naszej spółki. Jako założyciel i prezes obiecuję, że po pierwsze zrobię wszystko, by osoby, które zainwestowały pieniądze, zarobiły, a po drugie, żeby miały poczucie, iż naprawdę uczestniczą w czymś wartościowym. A prawdziwym wyzwaniem i sztuką jest zarobić pieniądze na czymś, z czego jest się jednocześnie dumnym. Ja jestem szczęśliwy, gdy widzę, że nasze produkty sprawiają radość i czuję, że robimy po prostu dobre rzeczy.

Wierzę też, że dzięki nam i naszym produktom wiele osób złapie bakcyla wspinaczki i będzie chciało kiedyś pojechać w góry i się tam wspinać. Cudownie będzie usłyszeć kiedyś, że właśnie dzięki firmie Reclimb i ściance SkyWall stojącej gdzieś w centrum handlowym czyjeś dziecko zdecydowało się pojechać z rodziną w góry, aby się powspinać w prawdziwych skałach.

Wspomniałeś, że nie ma na rynku czegoś takiego jak wasza ścianka. Na polskim tak, ale czy zrobiliście też research na rynku światowym?

Tak, mamy patenty nie tylko krajowe, ale również międzynarodowe, w tym amerykańskie. Co ciekawe, okazuje się, że ta ochrona patentowa chyba naprawdę działa… Kilka miesięcy temu zadzwonił do mnie prawnik z kancelarii patentowej obsługującej naszą spółkę i powiedział: „Marcin, ktoś w USA złożył wniosek na robotyczną ściankę wspinaczkową. Miał koncepcję takiego robota na ramieniu, który wstawia chwyty. Oddalili mu wniosek pokazując twój patent i uznając twoje pierwszeństwo w tym zakresie.”.
Zatem nie tylko sami zrobiliśmy badanie rynku, ale uczyniły to też kancelaria patentowa i europejska oraz amerykańska organizacja patentowa. Jeśli wszyscy stwierdzili, że nasze rozwiązania są innowacyjne i mają walor wynalazku, to naprawdę znaczy to, że nigdzie tego nie ma.

Planujecie obecność na targach – na przykład Vertical Pro, dedykowanych sprzętowi i ścianom wspinaczkowym?

Tak, jak najbardziej.

***

Marcin Pery (fot. ReClimb)

Marcin Pery

Założyciel i prezes zarządu ReClimb P.S.A. Łączy pasję do mechatroniki z miłością do wspinaczki sportowej. Założyciel i prezes spółek z obszaru internetu, mediów i nowych technologii. Absolwent i wieloletni wykładowca Wydziału Cybernetyki WAT.

***

Wywiad ukazał się w 4oudoor Biznes Magazyn, lipiec, nr 69 – tutaj zapoznać się z zawartością oraz pobrać wydanie pdf.

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0