Poniższy tekst powstał jako pokłosie moich wpisów internetowych na temat ginących outdoorowych sklepów stacjonarnych. W licznych komentarzach rozgorzała gorąca dyskusja, w której uderzyło mnie, jak mało osób widzi szerszy kontekst zmian zachodzących wokół nas, skupiając się jedynie na własnym punkcje widzenia. Tekst ten jest próbą nakreślenia szerszej perspektywy i sytuacji zarówno kupujących, jak i sprzedających.
Krótka polska historia od upadku komuny
Zaczynałem samodzielnie podróżować na przełomie lat 80. i 90. ubiegłego wieku. O internecie, telefonach komórkowych czy AI nikt nawet nie marzył, w Polsce ledwo skończyła się komuna. W sklepach nie było niczego. Wiedzę o produktach można było czerpać jedynie z papierowych katalogów przywożonych z bogatego Zachodu. W Trójmieście istniał legendarny sklep Kompas we Wrzeszczu, a w samym Gdańsku był Trek. Pracowali tam ludzie zafascynowani światem outdooru. W Warszawie już był Sklep Podróżnika, który był outdoorową mekką. Jeżeli można było coś w Polsce dostać – Sklep Podróżnika to miał. Jako pierwsza duża polska marka powstał Alpinus Artura Hajzera i Janusza Majera (założony w 1990 roku). Alpinus bardzo szybko urósł, był rozpoznawalny i chętnie wybierany przez Polaków. Wraz z jego wzrostem powstała pierwsza polska sieć sklepów outdoorowych, która rozbudziła potrzeby Polaków, gdy idzie o zakupy turystyczne i sklepy we własnym mieście. Szczyt potęgi Alpinusa to rok 1997 i otwarcie siedziby w Świętochłowicach. Potem było już tylko gorzej. Firma przeinwestowała, próbując uruchamiać sklepy w Austrii i ostatecznie splajtowała w 2001 roku, choć ich znak towarowy pozostał cennym aktywem w rękach syndyka przez wiele kolejnych lat.

Nowy sklep 8a.pl w Krakowie (fot. 8a.pl)
Mała wielka zmiana w roku 1990
Wykwalifikowany sprzedawca tak długo był potrzebny, jak długo ktoś musiał wiedzieć, gdzie i co jest w jego sklepie, oraz znać towar. A kiedy potrzebny być przestał? W USA w 1974 roku wdrożono wynalazek kodu kreskowego, który pojawił się w Polsce w 1990 roku. Wtedy to Polska dołączyła do systemu EAN, co umożliwiło wprowadzenie kodów kreskowych w polskim handlu. Od tego momentu sprzedawca, który się znał, mógł zostać zastąpiony przez o wiele tańszego pracownika będącego w stanie obsłużyć czytnik kodów kreskowych.
Internet zmienia wszystko
E-commerce dotarł do Polski w bardzo nieśmiałej postaci już w roku 1994. Pierwszym polskim sklepem internetowym była księgarnia Nepo, natomiast w roku 1997 firma Terent zaoferowała możliwość składania zamówień przez formularz w sieci. Potem sprawy potoczyły się już błyskawicznie. W roku 1998 powstaje empik.com, a w 1999 księgarnia Merlin i Allegro. W 2002 roku z inicjatywy Piotra Czmocha uruchomiony został sklep stacjonarny 8a – i to właśnie ten człowiek okazał się wizjonerem na naszym rynku. W 2004 roku, jeszcze przed wstąpieniem Polski do UE i debiutem Facebooka, 8a.pl startuje ze sklepem internetowym. W szybkim czasie rośnie i deklasuje konkurencję, zgarniając większość rynku outdoorowego w internecie w Polsce. Żaden ze sklepów outdoorowych istniejących przed 8a.pl nie wykorzystał tej szansy i obecnie stanowią one margines sprzedaży w internecie. Bo w biznesie internetowym ten, kto jest pierwszy, zgarnia wszystko.
Internet w powijakach
Od 2004 do 2025 roku handel internetowy ewoluował i zmienił się nie do poznania. Obecnie produkty możemy oglądać na zdjęciach, filmach, obracać je o 360 stopni, czytać ich recenzje i porównywać w rankingach. Mamy dostęp do o wiele większej liczby informacji na temat każdego wyrobu, który chcielibyśmy kupić. Pojawiły się płatności dwuetapowe, internet stał się bardziej bezpieczny. Zakupy zaczęły być mobilne. Wraz z rozwojem sieci GSM internet przyspiesza. W roku 2007 Apple rewolucjonizuje świat iPhonem. Od tego momentu dysponujemy urządzeniem, dzięki któremu internet, zakupy i bankowość mamy ze sobą w kieszeni. Do mobilnego internetu szybko dostosował się handel internetowy, a zakupy ze smartfona zamiast z komputera stacjonarnego stale rosną.

Nowy sklep outdoorowy w Gdyni – Cragstore (fot. Cragstore)
Covid-19
Pandemia Covid zmieniła więcej, niż mogłoby nam się na pierwszy rzut oka wydawać. Lekcję pierwszą wyciągnęły małe firmy i sklepy z lockdownu. Choć w lockdownie nie można było mieć otwartego sklepu i gościć klientów, wolno było sprzedawać przez internet. W pandemii sklep internetowy stał się dla placówek, które jeszcze nie miały strony internetowej, warunkiem przetrwania. Pandemia przekonała także wszystkich do pracy zdalnej, a firmy oferujące programy do komunikacji zdalnej i aplikacje do pracy zarobiły krocie. Covid-19 przyniósł też inne zmiany. Zmieniło się nasze podejście do życia i świata. W lockdownie wiele osób doceniło, jak wielką wartością jest możliwość przebywania na łonie przyrody i jak wiele przyroda daje nam spokoju i wytchnienia. Zamknięte resorty narciarskie spowodowały boom na zakup nart skitourowych, zamknięte hotele i pensjonaty zaowocowały eksplozją popytu na namioty i sprzęt biwakowy. Całe rodziny ruszyły na wakacje w Polsce pod namioty, ponieważ nie było opcji wyjazdu za granicę ani też skorzystania z infrastruktury hotelowo-turystycznej.
Covid-19 spowodował także inne zjawiska, na przykład przerwanie łańcuchów dostaw. Handel z Chinami w zasadzie ustał. Kto zamówił w pandemii rower czy auto czekał na nie miesiącami. Wielu producentów sprzętu outdoorowego zrozumiało, że fabryka w Chinach to już nie jest najlepszy pomysł. To z kolei spowodowało dwa różne skutki: przenoszenie produkcji z Azji do Europy oraz zwiększenie wolumenów produkcji na skutek covidowej hossy. Nawiasem mówiąc, przesyt towarem przy spadku zapotrzebowania obserwujemy do dzisiaj. Butów, odzieży i innych towarów jest na rynku po prostu za dużo. Nikt nie mógł przewidzieć, że covidowa hossa na rynku outdoorowym nie będzie trwała wiecznie, a wygodni klienci chętnie porzucą namioty i narty skiturowe na rzecz zorganizowanych wakacji z biurami podróży. Covid-19 i postępujący niepokój na Wschodzie przyniósł jeszcze jeden efekt – kupujemy mniej, wybieramy lepsze produkty, które posłużą nam dłużej, i oszczędzamy pieniądze.
Specyfika sklepów stacjonarnych
Tradycyjny sklep musi być położony w dobrym miejscu. Dobre miejsce to centrum lub takie, do którego możemy szybko się dostać różnymi środkami komunikacji. Czy podróżujemy rowerem, transportem miejskim czy samochodem, sklep stacjonarny powinien być dla nas dostępny. Mieć niedaleko przystanek, parking, miejsce postojowe. Czynsz w takim dobrze skomunikowanym miejscu jest wielokrotnie droższy niż hala, przy którejś z autostrad, więc sklep stacjonarny generuje duże koszty lokalowe. Większą część tradycyjnego sklepu stanowi powierzchnia handlowa gdzie umieszcza się towary na sprzedaż, a do tego mała część dla personelu. Szatnia, toaleta, pomieszczenie socjalne. Tutaj każdy metr się liczy i im więcej powierzchni sprzedażowej, tym lepiej. Dlatego magazynowanie większej ilości towaru w sklepach stacjonarnych jest po prostu ze względów finansowych niemożliwe.
W takim sklepie bardzo istotny element stanowi personel, czyli ludzie, którzy wiedzą, gdzie co jest w ich sklepie, oraz dysponują informacjami na temat asortymentu. Niektóre sklepy oprócz towarów sprzedają także usługi: wkładki do butów spersonalizowane pod klienta, serwis butów narciarskich ze wszystkimi usługami jak odbarczanie itp., serwisy nart czy rowerów, naprawy i serwis pogwarancyjny. Sklepy stacjonarne zazwyczaj mają wąską specjalizację. Narty, żeglarstwo, outdoor, turystyka i wspinaczka, rowery. Ponieważ są to sklepy specjalistyczne, to tutaj dostaniemy specjalistyczne towary i wyroby marek premium oferujących towar z górnej półki dla zaawansowanych amatorów i profesjonalistów. Aby sprzedać najdroższe towary potrzebni są dobrze przygotowani sprzedawcy, którzy będą potrafili nam doradzić, i to tak, aby nawet duże wydatki dawały nam satysfakcję i poczucie rozsądnie wydanych pieniędzy. Jeżeli tego elementu profesjonalnej obsługi brakuje, a zakupami nie jesteśmy usatysfakcjonowani, często jako klienci mamy poczucie krzywdy czy zawodu i już do takiego sklepu nie wrócimy.

Nowoczesny salon sprzedaży we Wrocławiu (fot. Skalnik.pl)
Specyfika sklepów internetowych
Sklep internetowy to wielki magazyn stojący tam gdzie najtaniej, z dziesiątkami tysięcy towarów i z dobrym dostępem do dróg. Sklep taki musi posiadać stronę internetową zintegrowaną z systemem płatności. Zazwyczaj towary wyszukują już super szybkie maszyny, które dostarczają je tam, gdzie towary są pakowane i wysyłane. To pakowanie i wysyłka to ostatnie miejsce, gdzie jeszcze pracują ludzie. Ich zadaniem jest sprawnie wyekspediować zamówione towary, choć ci pracownicy nie muszą mieć zielonego pojęcia o produktach, które wysyłają. Kto obecnie buduje sklep internetowy, ten musi mieć potężny wielomilionowy kapitał.
Sklepy wielkoformatowe i multisportowe
To sklepy typu Martes Sport, Intersport czy Decathlon. Mają bardzo duże powierzchnie i oferują sprzęt sportowy do uprawiania wielu dyscyplin na poziomie podstawowym dla amatorów, entuzjastów i dzieci. W większości sklepy te znajdziemy w galeriach handlowych i domach towarowych (generalnie poza Decathlonem, choć również tej firmie „zdarza się” otworzyć salon w centrum handlowym – Westfield Arkadia). W większości wypadków, jeżeli zaczynamy jakąś przygodę z konkretną dyscypliną sportu, tutaj nabędziemy dobry sprzęt na początek. Czy chodzi o buty turystyczne, SUP, piłkę do koszykówki czy buty korki do gry w piłkę nożną – to wszystko dostaniemy w sklepach multisportowych. Tu nie będzie drogich modeli ani wyrafinowanych produktów. A skoro tak, to nie ma potrzeby zatrudniania bardzo wykwalifikowanej kadry, bo każdy z nas wie, czy potrzebuje tanich butów dla dzieci na wycieczkę, czy rakiety do gry w kometkę. Tu sprzedawcy mają raczej zaprowadzić nas do tej części sklepu, w której znajdziemy to, czego potrzebujemy, lub ewentualnie znaleźć nasz rozmiar. Te sklepy pełnią bardzo ważną rolę, ponieważ dostarczają nam rozsądnej jakości sprzętu za niewygórowaną cenę. To niezwykle ważne, bo mamy tu do dyspozycji tzw. średnią półkę ze sprzętem. Dwie dekady wcześniej tej średniej półki nie było. Gdy potrzebowaliśmy namiotu, dostępne były bardzo drogie namioty w stacjonarnych sklepach specjalistycznych albo bardzo tanie i kiepskie „jednorazówki” w marketach spożywczych. Sklepy wielkoformatowe pozwalają też kupić całą gamę niedrogich produktów dla dzieci, które przecież błyskawicznie z nich wyrosną.

Decathlon w Poznaniu (fot. arch. Decathlon)
Decathlon
Choć pisałem o Decathlonie wyżej, warto zwrócić uwagę, że ta sieć jest inna niż wszystkie pozostałe. Przede wszystkim Decathlon nie dzierżawi lokali w galeriach handlowych, tylko ma własne budynki przy tych galeriach. A skoro tak, to już na starcie może oferować towary znacznie taniej niż konkurencja. Ale jest jeszcze coś innego, a mianowicie centralne zakupy. O ile polskie sieci wielkoformatowe zamawiają towary do swoich sklepów, mając ich kilkanaście czy kilkadziesiąt, o tyle Decathlon jest potentatem, który dokonuje zamówień globalnie, do wszystkich swoich placówek. W związku z tym owe zamówienia są tak wielkie, że to Decathlon dyktuje producentom, za ile jest skłonny kupić daną piłkę czy latarkę. Oczywiście w setkach tysięcy egzemplarzy.
Aliexpress, Temu, Shein i potęga Chin
Decathlon przez jakiś czas był najtańszy, ale już dawno nie jest. Chińskie platformy oferują nam miliony często absurdalnych wynalazków w bardzo, ale to bardzo niskich cenach. Ułamkiem tego gigantycznego potoku towarów jest sprzęt sportowy i outdoorowy. Ponieważ w wielu wypadkach rząd Chin po prostu subsydiuje tę produkcję, żadna konkurencja nie ma tu szans. Chiński kubek, palnik do gotowania czy namiot będzie po prostu najtańszy. Kropka. I tu warto zwrócić uwagę na kolejny aspekt tego całego biznesu, którego wcześniej nie było. Dawniej, aby kupić coś z Chin, należało ten towar sprowadzić przy pomocy jakiegoś spedytora, wypełnić deklarację celną, oclić, zapłacić daniny i odebrać. W obecnym handlu wszystkie te pośrednie elementy odstręczające nas od zakupów zniknęły. Wchodzimy do sieci, kupujemy, płacimy i czekamy na paczkę. Aby nie było tak różowo, warto wskazać na kilka mrocznych stron chińskich zakupów. Bez wątpienia część towarów powstaje przy wykorzystaniu niewolniczej pracy m.in. Ujgurów. Poza tym nasze zakupy w Chinach budują dobrobyt państwa, które ma dosyć niejasne zamiary wobec Europy. dalej – zakupy w Chinach zmniejszają liczbę miejsc pracy w Polsce i w Europie. Te argumenty etyczno-polityczne nie trafią oczywiście do każdego. Ale jest też argument zdrowotny. W roku 2024 Federacja Konsumentów opublikowała szokujący raport na temat losowych zakupów z platform Shein i Temu. Ponad połowa towarów zawierała niebezpieczne metale ciężkie, uznawane za rakotwórcze i powodujące uczulenia. W komentarzach do tych badań chińskie platformy nie zaprzeczyły – oświadczyły jedynie że wycofują towary toksyczne ze swojej oferty. A przecież metale ciężkie to nie wszystko. Są setki toksycznych związków od „wiecznych plastików” (PFAS) po związki takie jak ftalany czy bisfenol A (BPA), które zaburzają równowagę hormonalną i powodują bezpłodność. Na sam koniec warto napisać o jeszcze jednym aspekcie najtańszych zakupów z Chin. Są niezwracalne i niereklamowalne.

Kije trekkingowe Volven (fot. Volven)
Marki własne
Duzi gracze na rynku mają możliwość tworzenia marek własnych. Dlaczego? Dlatego, że to na nich zarabia się najwięcej. Np. kurtki szyte z membraną Gore-Tex czy buty z podeszwą Vibram wymagają opłat licencyjnych – produkując własne rzeczy bez tych komponentów, zarabia się po prostu więcej. Królem marek własnych jest Decathlon i każdy, kto był na jakimkolwiek festiwalu czy polu biwakowym, zetknął się z tymi produktami. Warto zwrócić uwagę, że i w Polsce przedsiębiorcze sklepy stworzyły rozpoznawalne marki własne, zlecając produkcję na Dalekim Wschodzie. Przykładem marek własnych niech będzie Volven od Skalnika czy Fjord Nansen od Szanti. Marki własne i produkty z tego segmentu są ważnym uzupełnieniem oferty szczególnie dla mniej zaawansowanych turystów, nieźle walcząc ceną z produktami marketów wielkopowierzchniowych. Ale i w świecie marek własnych zdarza się wyższa półka. Dobrym przykładem jest marka Viking firmy
Larix, której produkty świetnie konkurują z droższymi produktami uznanych marek.
Marże
Wbrew temu, na co narzekają klienci, w polskich sklepach nie jest drogo (głównie wpływa na to bardzo duża konkurencja). Można zrobić proste ćwiczenie i poprzeglądać ceny tych samych produktów w innych sklepach w Europie. Marże sklepowe w Polsce wynoszą 20-40% (choć coraz trudniej jest sprzedać towar w „pierwszej cenie”) i musi to wystarczyć na pokrycie wszystkich opłat, czynszów, najmów, kosztów mediów i pensje pracowników oraz na sam towar. W najbogatszych krajach marże są przeważnie wyższe, zatem gdy sklepy chcą uwolnić gotówkę i pozbyć się towaru, mogą sobie pozwolić na -50% na wszystko i wyczyścić półki niemal do zera. W Polsce to po prostu nie jest możliwe.
Konsumenci i paragony grozy
Z licznych komentarzy internautów wylewa się gorycz i pretensja. To analogiczna reakcja, jaką co roku przerabiamy w sezonie wakacyjnym, patrząc na „paragony grozy”. Klient widzi cenę, ale bardzo często nie widzi kosztów produktów, pracy, czasu. Innymi słowy, buntujemy się na cenę kotleta, ale jak się zastanowimy i policzymy wszystko dokładnie, to za tę cenę sami nie chcielibyśmy tych kotletów robić. Naprawdę porządne buty trekkingowe ze skóry kosztują już 1500, czy 2000 zł. Dlaczego? Dlatego, że zwierzę, z którego skóry powstały, musiało jeść, urosnąć i mieć godne warunki życia. Skóra musiała trafić do odpowiedniej garbarni, a potem w ręce szewca, który nie pracuje za najniższą krajową. Mało tego, ten szewc zazwyczaj pracuje w kraju zamożniejszym niż Polska. Do tego dochodzą inne technologie (wkładki, podeszwy, przelotki, sznurowadła itd.). Poza tym 1500 zł to 350 euro. Inflacja w strefie euro od 1990 do 2025 wyniosła średnio 2,22 % rocznie. A w Polsce w ciągu zaledwie kilku lat wyparowało nam 40% pieniędzy. Kolejna sprawa, Polska przestała być krajem na dorobku. Zarabiamy więcej i ogólnie jest drogo. Zarówno usługi. jak i koszty pracy są wysokie. I pora się z tym pogodzić.
Czas życia produktu
Osobiście ubolewam nam tym, że dyskusja między konsumentami zazwyczaj krąży wokół cen, ale bardzo rzadko wokół czasu życia produktu. Byłoby dobrze, gdyby świadomość konsumencka wzrosłą na tyle, aby każdy rozumiał, że prawdziwą ceną produktu jest jego koszt podzielony przez liczbę lat, jaki ten sprzęt nam służy. Drogie buty, które będziemy używać 20 lat, okażą się w rezultacie znacznie tańsze niż chiński chłam, który rozleci się po kilku użyciach. Gdybyśmy myśleli jako konsumenci w ten sposób, chińskie platformy zakupowe nie miałyby racji bytu. I jakież byłoby to oszczędne i ekologiczne.
Seria niefortunnych zdarzeń
Poza nawałą chińskich towarów, zdarzyły się też nieszczęścia ekonomiczne. Kilka lat z wysoką inflacją na poziomie 18% spowodowało nie tylko zmniejszenie się naszych oszczędności, ale i realny spadek wartości naszych dochodów. Co gorsza, powiązanie płacy minimalnej z inflacją sprawiło, że dla wielu przedsiębiorców utrzymanie choćby najtańszego etatu przestało być, ze względu na koszty, opłacalne. Jednocześnie szacowana średnia wartość siły nabywczej w 2024 roku stawia nas w Europie na szarym końcu, bo na 22. miejscu. Wyprzedzają nas Słowacy, Czesi, a nawet Węgrzy. Przy średniej sile nabywczej w Europie wynoszącej 6517 euro w Polsce to kwota 4051 euro (badania GfK Retail Purchasing Power Europe). W porównaniu z innymi krajami wydatki detaliczne w Polsce są znacznie poniżej przeciętnych. Ale pojawiły się także inne zabójcze dla sklepów zjawiska. Wielkie sklepy internetowe oferują 30 dni na zwrot, a często też bezpłatną wysyłkę. Standard ten wprowadziło Zalando, ale rynek ochoczo go przyjął. Choć darmowe zwroty i długi okres na odesłanie są korzystnym rozwiązaniem dla konsumentów, to jednak dla mniejszych sklepów stanowią poważny problem i kolejne wyzwanie finansowe. Prowadzą także do zaskakujących sytuacji na rynku. Ostatnio sieć Modivo zaoferowała spory rabat na zakupy do końca października, co przy długim okresie na dokonanie zwrotu spowodowało masowe odsyłanie odzieży w sieci Answear.
Problem AI, botów i rzetelnych informacji
Obecnie z każdym tygodniem coraz więcej mamy w internecie treści generowanych przez AI. Treści te zachwalają produkty, nic nie pisząc o ich wadach czy słabych stronach. Opisy te mają poprawiać sprzedaż gigantom, a nie informować o produkcie.
Firmy reklamujące swoje sklepy i towary w internecie płacą za zwiększenie oglądalności witryn i towarów, czyli za to, że ludzie dowiedzą się o sklepie towarach czy usługach. O ile jeszcze kilka lat temu zwiększoną oglądalność tworzyli ludzie, o tyle obecnie czynią to internetowe boty z Azji. To już nie ma nic wspólnego z realną wartością reklamy, bo przecież boty niczego nie kupią. Już w roku 2024 roku ponad połowę ruchu w internecie światowym generowały boty, nie ludzie. Z każdym następnym rokiem dysproporcja ta będzie się powiększać. Dlatego uważam, że wszystkie treści, informacje i usługi, jakie otrzymujemy od ludzi, są szczególnie cenne.
Postępująca agonia sklepów stacjonarnych
Ostatnie lata są dla branży outdoorowej w Polsce najcięższe od dwóch dekad i wiele sklepów trwającego wciąż tsunami po prostu nie przetrwa.
W Bydgoszczy padł w październiku Intersport Polska, wcześniej to samo stało się ze wszystkimi sklepami tej sieci w Trójmieście. W Gdyni właśnie zamknął się Polar Sport, choć w jego miejsce ma się otworzy CRAG Store [na początku grudnia w Krakowie swój sklep otworzyło 8a.pl – przyp. red.]. Ale śmierć sklepów stacjonarnych wydaje się nieunikniona. Przy marżach na artykuły w wysokości 30%, przy rosnących kosztach pracy i kosztach lokalowych sklepy stacjonarne przetrwają jedynie w największych, najbogatszych miastach. Wraz z nimi umrze więcej, niż nam się wydaje.

Nowy sklep 8a.pl w Krakowie (fot. 8a.pl)
Wartość sklepów
Co prawda w internecie można kupić wszystko, ale w sklepach są ludzie. Ci ludzie dysponują szeroką wiedzą, z której możemy skorzystać, planując wyprawę czy podróż. I znajomością rzeczy, których w internecie nie znajdziemy. Orientują się na przykład, który model psuje się przed upływem gwarancji (bo obsługują zwroty i reklamacje), z czego ludzie nie są zadowoleni, co jest uszyte lepiej, a co gorzej. Sprzedawców można także zapytać o wiele spraw praktycznych: w czym dany towar prać, jak go konserwować, na co zwrócić uwagę przy użytkowaniu czy przechowywaniu. Bo wykwalifikowani sprzedawcy bardzo często sami używają sprzętu outdoorowego i chętnie podzielą się z nam czymś, co sami odkryli. Wystarczy zapytać. W sklepie internetowym mogę oczywiście wszystko poodsyłać, ale to w sklepie stacjonarnym sprzedawca mi powie: „Pan ma szeroką stopę, niech pan spróbuje ten model butów, on jest produkowany także w wersji wide”, albo: „Ta bluza jest fajna, ale ma szew na karku, który będzie drapał”. Ta wiedza jest cenna. Pozwala unikać straty czasu i chybionych zakupów.

Nowo otwarty sklep Columbii w centrum handlowym Krupówki 40 w Zakopanem (fot. materiały prasowe Columbia)
Często dyskusja ze sprzedawcami poprawia mi, i to bardzo, komfort na wyprawach. Bo pytam i słucham. I potrafię zrezygnować z tego, co sobie upatrzyłem, na rzecz tego, co mi poradzono. Jestem też gotów zapłacić za towar nieco więcej, bo jestem świadomy, że sprzedawca musi jeść, gdzieś mieszkać, utrzymać siebie i rodzinę. Sklepy pozwalają nam porównać i przymierzyć. Bardzo często oferują nam poza towarami i radą także usługi, czyli serwis pogwarancyjny. Można pokusić się o stwierdzenie, że sklepy pełnią funkcję kulturalną. I tak długo, jak istnieją, mamy wybór, bo jak nam się nie podoba, to możemy iść gdzie indziej. Co jakiś czas obserwujemy akcje mające na celu uratowanie jakiegoś szewca, krawca czy rzemieślnika. Może sklepy stacjonarne też tego potrzebują?
W przeciwnym razie już za kilka lat będziemy skazani na zakupy w internecie, bez możliwości serwisu czy pomocy po gwarancji, za to z wielokrotnym odbieraniem i odsyłaniem paczek. Reklamacje i wszelki kontakt zapewnią nam na infoliniach boty i sztuczna inteligencja, które w swej nieskończonej cierpliwości nie będą potrafiły nam pomóc, za to zawsze ochoczo będą nas przekonywać do kolejnych zakupów. A gdy jeden z gigantów sprzedaży internetowej osiągnie nadrzędny cel każdej korporacji, czyli monopol, wtedy niezwłocznie podniesie nam ceny.
Rafał Król (FB expedtition.pl)

KOMENTARZE