HomeLudzie branży outdoor

„To nie jest ryzyko, to jest wiara”. Jak budować portfolio marek na rynku outdoorowym – rozmawiamy z Adrianem Kulikiem, EXXO Agency

Segment outdoor ewoluuje i zmienia również swoją pozycję na rynku sportowym i modowym. Granice między odzieżą techniczną, sportem, lifestyle’em i modą coraz bardziej się zacierają, a współczesny konsument jest bardziej świadomy, wymagający i otwarty na nowe marki. Jak w tych warunkach budować portfolio, które nie tylko odpowiada na zmieniające się potrzeby rynku, ale także wyprzedza trendy? O transformacji rynku outdoorowego, rosnącym znaczeniu segmentu premium, sile społeczności i przyszłości branży rozmawiamy z Adrianem Kulikiem, założycielem EXXO Agency.

EXXO Agency

Magdalena Bryś (4outdoor.pl): EXXO Agency działa na rynku od 2015 roku. Jak przez te lata zmienił się rynek sportowy, outdoorowy i lifestyle’owy w Polsce? Które zmiany z perspektywy dystrybutora i przedstawiciela marek są dziś najbardziej widoczne?

Adrian Kulik (EXXO Agency): Od 2015 roku rynek przeszedł bardzo głęboką transformację. Z wyraźnego podziału na odzież techniczną i codzienną modę przeszedł do świata, w którym outdoor, streetwear i lifestyle wzajemnie się przenikają. Kiedyś odzież outdoorowa była zarezerwowana głównie na szlaki górskie, dziś stała się pełnoprawnym elementem miejskiego stylu.

Z perspektywy dystrybutora szczególnie wyraźna jest demokratyzacja outdooru. Klienci przestali obawiać się odważnego designu w produktach technicznych, a funkcjonalność idzie w parze z estetyką. Ta zmiana wymusiła na nas przedefiniowanie sposobu, w jaki pozycjonujemy marki i komunikujemy ich ofertę. Dawniej kluczowe były przede wszystkim parametry techniczne. Dziś równie ważne są estetyka, design i dopasowanie produktu do codziennego życia. W efekcie granice między outdoorem a lifestyle’em niemal całkowicie się zatarły.

Gdzie dziś, twoim zdaniem, przebiega granica między produktem outdoorowym a lifestyle’owym?

Myślę, że klienci poszukują dziś produktów hybrydowych. Współczesny konsument chce rano pojechać do biura w jednej kurtce, a po południu wyjść w niej na spacer za miasto, również w trudniejszych warunkach. Nie ma już miejsca na kompromisy między wyglądem, designem a funkcjonalnością. Większym zainteresowaniem cieszą się kolekcje, w których produkt dobrze wygląda, ale jednocześnie zachowuje swoje pełnoprawne, techniczne DNA.

Wasze portfolio jest bardzo zróżnicowane – obejmuje marki związane ze sportem, modą, streetwearem, akcesoriami czy produktami dla dzieci. Jak budujecie taki zestaw marek? 

Do grupy EXXO należą obecnie cztery przedsiębiorstwa. EXXO ma zaplecze sportowe i lifestyle’owe, Branday reprezentuje grupę marek outdoorowych, Carmely działa w segmencie fashion premium, a od niedawna do grupy należy również Fishlab, specjalizujący się w dystrybucji marek wędkarskich.

Wybierając marki do naszego portfolio, zawsze stawiamy na autentyczność i silną tożsamość brandu. Marka musi być wyrazista, mieć własną historię, z którą my jako dystrybutor możemy się utożsamiać, a następnie przekazywać ją naszym klientom.

Preferujemy marki, które wyznaczają trendy, zamiast je naśladować. Ważna jest dla nas również synergia między poszczególnymi brandami – zależy nam na tym, aby wzajemnie się uzupełniały, a nie kanibalizowały. Dlatego nasze portfolio stale rozwijamy o marki, które wnoszą do niego świeżość i nową jakość.

Czy przy wyborze też nowych marek ważniejszy jest dla was potencjał sprzedażowy, unikalność produktu czy możliwość zbudowania wokół marki społeczności?

Unikalność produktu, możliwość budowania marki wokół społeczności i potencjał sprzedażowy to trzy elementy, które muszą ze sobą ściśle rezonować, żeby można było zbudować silny brand na danym rynku. To dla nas kluczowe kryterium przy wyborze nowych marek.

Bez zaangażowania odbiorców marka jest bardzo podatna na chwilowe zmiany trendów. Unikalny produkt daje świetny impuls na start, ale to wspólne wartości sprawiają, że klienci zostają z marką na dłużej. I tutaj pojawia się słowo klucz: społeczność.

Jeśli uda się zbudować silną więź między produktem a klientem, wysoka sprzedaż staje się naturalnym efektem. Dlatego szukamy marek z duszą, wokół których można stworzyć wieloletnią i angażującą opowieść.

Czy przy wyborze nowych marek zdarzało wam się podejmować większe ryzyko? Mam na myśli sytuacje, w których wchodziliście w dystrybucję brandu, który na początku nie był jeszcze szeroko rozpoznawalny na polskim rynku, a dopiero z czasem zyskiwał popularność? 

To nie jest ryzyko, to jest wiara. Po prostu dostrzegasz w danej marce coś innego, niż widzą wszyscy inni. Właśnie ta wiara pozwala ci budować markę od podstaw. Oczywiście nie zawsze udaje się skutecznie wyskalować biznes i wielokrotnie mieliśmy sytuacje, w których musieliśmy zrezygnować ze współpracy.

Bez popełniania błędów nie jesteśmy w stanie wygrywać. Mam też wiele pięknych historii, w których udało nam się zbudować od zera wielomilionowy biznes. I właśnie takie doświadczenia pokazują, że czasem warto zaufać swojej intuicji i dostrzec potencjał tam, gdzie inni jeszcze go nie widzą.

Możesz podać przykład takiej marki, najlepiej takiej, w którą uwierzyliście na wczesnym etapie, zanim stała się szerzej rozpoznawalna na rynku?

Dobrym przykładem jest marka 47 Brand, choć nie jest to marka stricte outdoorowa. Kiedy zaczynaliśmy z nią współpracę, około 2016–2017 roku, nasz pierwszy preorder liczył zaledwie 100 czapek. Przechowywaliśmy je w naszym biurze, które miało wtedy 19 metrów kwadratowych. Zamówiliśmy je nie tylko z myślą o samej sprzedaży, ale dlatego, że wierzyliśmy w potencjał tej marki. Dziś sprzedajemy około 250 tysięcy czapek rocznie. To pokazuje, jak wiele może się zmienić, jeśli odpowiednio wcześnie dostrzeże się potencjał brandu. Warto też podkreślić, że jesteśmy niezależnym przedsiębiorstwem i w porównaniu z wieloma firmami z branży outdoorowej, które działają na rynku od 20–30 lat, jesteśmy stosunkowo młodą organizacją. Oczywiście wciąż mamy wiele do nauczenia się od bardziej doświadczonych graczy, ale wierzę, że nasza dynamika i sposób działania również mogą być dla nich źródłem inspiracji.

Na pewno planujecie dalszy rozwój portfolio. Czy w przyszłości również będziecie kierować się tymi samymi wartościami przy wyborze kolejnych marek? 

Zdecydowanie. Kategoria urban outdoor to dla nas cały czas obszar, który chcemy rozwijać i poszerzać. Duży potencjał widzimy również w kategorii barefoot, w której czujemy się jednym z liderów rynku dzięki marce Vivobarefoot. Jej bardzo szerokie portfolio pozwala docierać do różnych grup klientów – od osób aktywnych outdoorowo i trailrunnerów, po użytkowników szukających wygodnego obuwia na co dzień. Jest wręcz idealnym przykładem tego, w jakim kierunku podąża współczesny, świadomy konsument. To ścieżka, którą zdecydowanie zamierzamy rozwijać. Konsumenci potrzebują dziś wielowymiarowości. Z jednej strony oczekują bezkompromisowej funkcjonalności, o której wcześniej wspominałem, a z drugiej – dodatkowych korzyści, między innymi związanych ze zdrowiem i komfortem użytkowania. Vivobarefoot bardzo dobrze odpowiada na te potrzeby. Taka wszechstronność pozwala docierać do znacznie szerszego grona odbiorców niż tylko klienci sklepów outdoorowych. Buty mogą być wykorzystywane między innymi na siłowni, podczas crossfitu, biegania czy trail runningu, ale również na co dzień. Jesteśmy przekonani, że to marka z duszą, która wyznacza trendy i jest zdecydowanym liderem w swojej kategorii.

Dodam tylko, że nie chcemy też pomijać akcesoriów, które ułatwiają podróżowanie. Mamy tu na myśli bardzo szeroko rozumianą kategorię travel – od podróży międzynarodowych, przez wyjazdy outdoorowe, aż po codzienne, miejskie użytkowanie.

Skoro wspominasz o różnych kategoriach produktowych, które rozwijacie, to jak z perspektywy rynku outdoorowego oceniasz ich potencjał? Które kategorie produktowe rozwijają się dziś najszybciej, a gdzie widzisz jeszcze niewykorzystany potencjał – szczególnie na polskim rynku outdoorowym? 

Jesteśmy dziś w momencie, w którym wprowadzanie nowych marek na rynek nie jest już tak łatwe jak jeszcze pięć lat temu. Wynika to z jego nasycenia i dotyczy właściwie sklepów w każdej kategorii, nie tylko outdooru.

Sklepy dysponują ograniczonymi budżetami, a jednocześnie rośnie konkurencja międzynarodowa, między innymi za sprawą modelu omnichannel. E-commerce nadal jest bardzo mocny, ale z naszej perspektywy wsparcie tradycyjnego biznesu wciąż pozostaje kluczowe, również z punktu widzenia budowania wizerunku marki.

Dlatego brand, który chce dziś wejść na rynek, musi oferować unikatową wartość i jasno odpowiadać na potrzeby klientów. Nie ma jednej kategorii, którą można wskazać jako zdecydowanie najbardziej perspektywiczną. Z perspektywy dystrybutora najłatwiej byłoby dziś skupić się na akcesoriach, które nadal mają duży potencjał rozwoju i pozostają pewną niszą.

Z drugiej strony konkurencja w segmencie dużych marek outdoorowych jest coraz trudniejsza. Co więcej, najbardziej atrakcyjne brandy rozwijają sprzedaż w modelu direct-to-consumer, co dodatkowo zmienia układ sił na rynku i stanowi kolejne wyzwanie dla dystrybutorów.

A jak zmienił się polski klient outdoorowy? Czy jest dziś bardziej świadomy jakości, materiałów, funkcjonalności i pochodzenia produktu, czy nadal porównuje ceny? 

Z pewnością klient dojrzał w ostatnich latach i stał się niezwykle wymagającym partnerem. Cena oczywiście wciąż jest ważnym elementem decyzji zakupowej, ale nie ma już takiego znaczenia jak pięć lat temu. Klienci traktują zakup jako inwestycję w produkt, który ma służyć przez wiele lat, a nie tylko jeden sezon.

Konsumenci są też znacznie lepiej wyedukowani. Nierzadko przychodzą do sklepów z konkretną wiedzą techniczną dotyczącą parametrów produktów, membran, materiałów z recyklingu czy technologii produkcji. Dzięki internetowi większość klientów przed zakupem przeprowadza przynajmniej wstępny research.

Na znaczeniu zyskują również kwestie środowiskowe – certyfikaty, pochodzenie materiałów czy sposób produkcji. Klientów interesuje, gdzie powstają produkty i czy marki mają certyfikaty potwierdzające odpowiednie standardy produkcji oraz właściwe warunki pracy w fabrykach. To pokazuje, że decyzja zakupowa częściej opiera się nie tylko na cenie i funkcjonalności, ale również na wartościach stojących za produktem.

Jak oceniasz potencjał segmentu outdoor/lifestyle w Polsce na tle innych rynków Europy Środkowo-Wschodniej?  Działacie również poza Polską, m.in. w Czechach, na Słowacji, Litwie, Łotwie i w Estonii. Czy potrzeby klientów i specyfika rynku outdoorowego w tych krajach znacząco różnią się od polskich?

Działamy w Polsce, Czechach i na Słowacji, natomiast z wybranymi brandami jesteśmy również obecni w krajach bałtyckich. Rozwijamy się też stopniowo w kierunku Chorwacji.

Wynika to częściowo ze strategii naszych dużych klientów i partnerów, którzy również zaopatrują te rynki. Staramy się nie konkurować bezpośrednio z rynkami wysoko rozwiniętymi, takimi jak Niemcy, Francja czy Wielka Brytania. Koncentrujemy się raczej na rynkach, które nadal mają duży potencjał wzrostu i gdzie przestrzeń do rozwoju jest wciąż znacząca.

Jeśli chodzi o specyfikę poszczególnych rynków outdoorowych, różnice są bardzo zauważalne i wynikają z kultury fizycznej oraz geografii. Dobrym przykładem są Czechy i Słowacja, gdzie weekendowe wędrówki mają status niemal narodowej tradycji. Przekłada się to na duże zainteresowanie zaawansowanym sprzętem, mocno zakorzenionym w technicznym outdoorze.

W krajach bałtyckich, ze względu na charakter i geografię tych regionów, większą popularnością cieszą się spokojniejsze formy aktywności, jak wędrówki czy obserwowanie krajobrazu. W efekcie silniejszy trend zakupowy dotyczy tam między innymi odzieży chroniącej przed wiatrem czy deszczem.

Natomiast polski rynek na tle pozostałych wydaje się bardziej uniwersalny. Wynika to między innymi z naszej różnorodności geograficznej: mamy zarówno dostęp do morza, jak i gór, a to przekłada się na szerokie spektrum aktywności outdoorowych. To wszystko sprawia, że potrzebne są bardziej precyzyjne i dopasowane strategie dla poszczególnych rynków. Wystarczy porównać kilka krajów, żeby zobaczyć, jak bardzo różnią się ich zachowania zakupowe i oczekiwania konsumentów.

A jakie według ciebie będą najważniejsze trendy na rynku outdoorowym w najbliższych latach? Czy czeka nas kontynuacja obecnych kierunków, czy raczej pojawią się nowe? Jak widzisz przyszłość outdooru z perspektywy produktu, sprzedaży i marketingu?

To bardzo szeroki i wymagający temat, bo to, jak rynek outdoorowy będzie wyglądał za kilka lat, możemy dziś jedynie przewidywać. Z mojej perspektywy, obok dalszego umacniania się trendu urban outdoor, kluczowym zjawiskiem będzie silniejsze przenikanie się sprzętu technicznego z segmentem premium.

Premium pojawia się tutaj nieprzypadkowo. Już dziś widzimy ten trend między innymi w markach związanych z górami czy rowerami. Produkty techniczne łączą zaawansowane rozwiązania, wysoką jakość wykonania i funkcjonalność z dopracowanym designem oraz aspiracyjnym charakterem.

Masz na myśli premium w kontekście ceny czy jakości?

Zdecydowanie. Dotyczy to pozycjonowania marki, które automatycznie przekłada się również na cenę detaliczną produktu. Widzimy, że odzież outdoorowa częściej czerpie z estetyki high fashion, ale jednocześnie obserwujemy proces odwrotny – high fashion również inspiruje się outdoorem.

W tegorocznych kolekcjach mogliśmy zobaczyć na przykład buty wspinaczkowe, które trafiły do oferty marek high fashion. Ciekawym przykładem jest również marka Satisfy, której produkty są relatywnie drogie i bardzo charakterystyczne. Oprócz aspektu technicznego i performance’u, który zawsze był ważny, większe znaczenie ma tutaj również deklaracja stylu.

Równolegle absolutnym fundamentem pozostaje zrównoważony rozwój. To trend, który, moim zdaniem, mimo pewnego spowolnienia będzie kontynuowany. Zamiast kupować dużo, będziemy kupować bardziej świadomie – wybierać produkty droższe, ale wielofunkcyjne, trwałe i łatwe w naprawie.

Marki oferują również własne usługi naprawcze. Ważne staje się to, aby produkty były wytwarzane z poszanowaniem środowiska i ludzi, którzy uczestniczą w całym procesie produkcji.

To właśnie połączenie odważnej mody, zaawansowanych materiałów i odpowiedzialności środowiskowej będzie moim zdaniem definiować rynek outdoorowy w najbliższych latach.

Jak oceniasz kierunek, w którym rozwija się polski rynek outdoorowy? Czy obserwujesz u nas podobne trendy jak na rynkach zagranicznych, szczególnie jeśli chodzi o rosnące znaczenie segmentu premium? Jako dystrybutorzy macie w portfolio wiele marek z tego obszaru – czy zainteresowanie nimi w Polsce wyraźnie rośnie?

Wszystko zależy od grupy odbiorców. Innowatorzy szukający unikalności i śledzący zachodnie rynki jako pierwsi sięgają po marki, o których wspominałaś. Gdy wyznaczą trend, podchwytuje go reszta konsumentów i to jest moment, w którym można zacząć realnie skalować sprzedaż.

Dotyczy to również marek azjatyckich, które jeszcze kilka lat temu nie były tak popularne na rynku europejskim, a dziś częściej pojawiają się w świadomości polskich konsumentów. To pokazuje, że segment premium i marki wyznaczające trendy mają w Polsce spory potencjał.

Jest grupa klientów, która lubi pokazać się w czymś, czego inni jeszcze nie mają. To właśnie oni często jako pierwsi sięgają po nowe marki i wyznaczają trendy. Dopiero później pojawia się szersza grupa konsumentów, która te trendy obserwuje i naśladuje. Wtedy markę można skalować i realnie budować na niej sprzedaż.

To wszystko jest również efektem profesjonalizacji rynku. Kiedyś po prostu kupowaliśmy kurtkę. Dzisiaj kupujemy kurtkę z konkretną membraną i określonymi właściwościami, wiedząc, w jaki sposób została wyprodukowana.

Wchodzimy więc głębiej w temat, który kiedyś był znacznie bardziej płytki. To znowu wynika z tego, o czym wspominałem wcześniej: współczesny klient jest bardziej wyedukowany, lepiej przygotowany do zakupów i pewniejszy swoich wyborów. W efekcie podejmuje też znacznie bardziej świadome decyzje zakupowe.

Jak dużą rolę w waszym biznesie odgrywa dziś obserwowanie tego, co dzieje się na zagranicznych rynkach? 

Staram się również dużo podróżować służbowo, bo moim zdaniem takie wyjazdy zawsze poszerzają perspektywę. Wracając do tematu poszukiwania nowych brandów – podróżowanie po świecie pozwala nam odkrywać marki, które są jeszcze małe i dopiero zaczynają się rozwijać. Dzięki temu możemy spojrzeć na rynek z zupełnie innej perspektywy.

Oczywiście nie wszystko, co sprawdza się w Stanach Zjednoczonych, da się bezpośrednio przełożyć na warunki polskie. W niektórych kategoriach mamy zupełnie inne możliwości i inne ograniczenia. Natomiast obserwowanie retailu w USA, Wielkiej Brytanii czy Niemczech daje nam dodatkową wiedzę i inspiracje, które później możemy wykorzystać w rozwoju firmy. Takie doświadczenia pozwalają nam lepiej rozumieć kierunki, w których zmierza rynek, i wcześniej dostrzegać marki oraz rozwiązania, które za jakiś czas mogą pojawić się również w Polsce.

Podróże mają zresztą podobną wartość w życiu prywatnym i biznesie, poszerzają horyzonty, otwierają na nowe perspektywy i pozwalają spojrzeć na rzeczy z innej strony. Jednocześnie w biznesie, niezależnie od tego, jak bardzo zmienia się rynek, wciąż ogromne znaczenie mają relacje. Dotyczy to zarówno naszego zespołu, jak i partnerów biznesowych, klientów, producentów czy dostawców.

Możliwość spotkania się, rozmowy i dzielenia się wspólnymi pasjami nadal ma ogromną wartość. Relacje oparte na zaufaniu i wspólnych zainteresowaniach często stają się podstawą długofalowej współpracy i są czymś, co później możemy konsekwentnie przekładać na wspólny rozwój.

Pewnie wciąż staracie się bywać na targach – to na pewno też spora przestrzeń do poznania innych marek i klientów. 

Warto jeździć na targi, odwiedzać sklepy i obserwować, co dzieje się na innych rynkach. Nawet prywatnie często działa nasze zawodowe „zboczenie” – gdziekolwiek jesteśmy, zawsze zaglądamy do lokalnych sklepów i sprawdzamy, co ciekawego można tam znaleźć.

Czasami szkoda, że na polskim rynku wciąż brakuje niektórych formatów sklepów. W Wielkiej Brytanii można znaleźć fantastyczne miejsca, które nie są tylko punktami sprzedaży, ale budują wokół siebie całą narrację i doświadczenie. Wchodząc do takiego sklepu, masz poczucie, że na pewno znajdziesz coś interesującego. U nas wiele sklepów wciąż jest bardziej surowych i nastawionych na samą sprzedaż.

Drugą kwestią jest dostępność produktów. Dla wielu globalnych marek Polska nadal nie jest rynkiem priorytetowym, co oznacza, że dostęp do niektórych linii czy kolekcji jest u nas ograniczony. Produkty, które są łatwo dostępne w Niemczech czy Francji, w Polsce bywają trudniejsze do pozyskania. To obszar, który zdecydowanie mamy jeszcze do nadrobienia.

Jednocześnie staram się patrzeć na Polskę bardzo pozytywnie. Mamy ogromny potencjał i wciąż jesteśmy rynkiem, który ma przed sobą dużo przestrzeni do rozwoju. Nasza siedziba znajduje się w Gdańsku, który jest świetnym miejscem do przyjmowania zagranicznych gości – chociażby ze względu na piękną architekturę i Stare Miasto. Często zabieram tam naszych partnerów, żeby pokazać im Polskę inną niż stereotypowy obraz, który czasem mają w głowie.

To, co najbardziej mnie cieszy, to właśnie poczucie, że wciąż mamy przed sobą długą drogę do tego „sufitu”. Jest jeszcze wiele rzeczy do zrobienia i wierzę, że czeka nas co najmniej kilka bardzo dobrych lat rozwoju.

Wspomniałeś wcześniej o tym, w jaki sposób klienci odkrywają nowe marki. Jak, Twoim zdaniem, rozwój mediów społecznościowych będzie wpływał na proces podejmowania decyzji zakupowych oraz kształtowanie rynku outdoorowego? 

Social media są dziś również ważnym elementem budowania społeczności. Społeczność to już nie tylko grupa osób, która umawia się na wspólne bieganie czy wyjazd w góry. To również grupy na Facebooku czy Discordzie oraz inne cyfrowe przestrzenie, które pozwalają nam być w stałym kontakcie. Wszyscy pracujemy, studiujemy i mamy mniej czasu, dlatego dziś nie trzeba nawet dzwonić do znajomego, żeby umówić się na trening – wystarczy wiadomość na czacie i można zebrać większą ekipę.

Rola social mediów jest więc bardzo silna, ale jednocześnie widzimy istotną zmianę – większą profesjonalizację contentu. Dzięki łatwemu dostępowi do sprzętu i narzędzi również amatorzy tworzą dziś materiały na bardzo wysokim poziomie.

Jeszcze kilka lat temu zdjęcia pokazujące społeczności czy grupy biegowe były tworzone głównie przez marki dysponujące dużymi budżetami marketingowymi. Dziś świetne zdjęcia czy filmy może przygotować ktoś z naszej własnej społeczności – osoba, która ma dobry aparat i potrafi profesjonalnie opracować materiał.

Social media będą więc ważniejsze, ale równie istotna będzie jakość publikowanych treści. Rosnąć będzie również ich wartość edukacyjna. Sam komunikat już nie wystarczy: odbiorcy będą oczekiwać pogłębionych treści i konkretnej wiedzy, która stoi za prezentowanym produktem czy historią marki.

Na zakończenie chciałabym zapytać o twoje pozazawodowe pasje. Czy sport i outdoor to również ważna część poza pracą?

Jeśli chodzi o sport, poza piłką nożną, którą bardzo lubię, choć dziś zdecydowanie częściej kibicuję, niż gram, największą moją pasją jest rower. Przeszedłem drogę od MTB, przez gravela, aż po szosę. Ostatnio musiałem trochę zwolnić ze względu na spadek formy i kontuzje, ale konsekwentnie wracam do jazdy. Mam już całkiem sporą kolekcję rowerów i chciałbym mieć więcej czasu, żeby z nich korzystać. To zdecydowanie moja największa pasja. Co ciekawe, rower świetnie pokazuje też to, jak w ostatnich latach połączyły się wszystkie światy, które są mi bliskie. Współczesny rower wykroczył daleko poza ramy zwykłego sprzętu sportowego. Przeszedł technologiczną rewolucję – rozwiązania takie jak bezprzewodowe napędy, pomiary mocy czy radary w zaledwie kilka lat awansowały z nowinek do rynkowej codzienności.

Do tego dochodzi sam wymiar sportowy, czysta rywalizacja, pokonywanie własnych słabości i emocje, które temu towarzyszą. Gdy dodamy do tego modę i odzież, która z tras kolarskich gładko przenika do codziennego stylu, tworzy się niezwykły ekosystem. To dla mnie najciekawszy proces na rynkowym horyzoncie.

Dziękuję za rozmowę! 

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0