Inarijarvi Expedition 2010

23 marca o godzinie 12.45. zamknęliśmy pętlę wokół jeziora Inari. Jesteśmy pierwszymi Polakami, którzy tego dokonali. To nasz ogromny sukces, będący ukoronowaniem lat trudnych przygotowań, lat planów i marzeń.

Inarijarvi okazało się dokładnie tym, czym było w naszych wyobrażeniach. Fantastycznie pięknym jeziorem z nieprawdopodobnym labiryntem wysp i totalnie skomplikowaną linią brzegową. Pojechaliśmy tam aby zmierzyć się z Arktyką. Zobaczyć na własne oczy wszystkie jej atrybuty. Wielki mróz, silne wiatry, ale też piękną słoneczną pogodę, zorzę polarną i ogrom śniegu.

Wszystkiego tego doznaliśmy. W ciągu trwającego trzy doby biegu wokół jeziora Arktyka pokazała nam wszystkie swoje oblicza. Spaliśmy w namiocie przy trzydziestostopniowym mrozie, jechaliśmy naszymi zaprzęgami przy minus dwadzieścia pięć w dzień i w nocy, ale także prażyliśmy się w niemal upalnym słońcu w środku dnia, kiedy to straszliwie dręczyło nas pragnienie.

Inarijarvi Expedition 2010, ekipa w komplecieInarijarvi Expedition 2010, ekipa w komplecie

Ostatniej nocy na jeziorze natura rzuciła do akcji swoją najpotężniejszą broń – wichurę. Tamtej nocy wiało około 100 km/h. Nie byliśmy w stanie rozbić namiotu, gdyż on robił wszystko, żeby odlecieć w mrok nocy. Psy zasypywał nawiewany zewsząd śnieg. Nie było jak natopić śniegu, aby mieć wodę dla psów i siebie. Tkwiliśmy na otwartej przestrzeni bez możliwości ukrycia się za jakąś wyspą, których jak na złość nie było w ogóle w tym rejonie.
To był najbardziej dramatyczny moment całej wyprawy.

W końcu udało nam się przykryć psy polarowymi kocami, które mieliśmy specjalnie na takie właśnie okazje, a nam samym ukryć się w ułożonym za saniami jak płachta biwakowa namiocie i dotrwać do świtu, czyli mniej więcej piątej rano.

Inarijarvi Expedition 2010, jezioro z labiryntem wyspInarijarvi Expedition 2010, jezioro z labiryntem wysp

Wtedy to ujrzeliśmy widok, który dosłownie nas zmroził. Psy w całości pokryte były lodową skorupą. Nawiewany na nie śnieg w styku z ciepłym ciałem psa topił się, a następnie zamarzał. W ten sposób powstała lodowa skorupa. Zwierzaki leżały na resztkach słomy, bardzo ciasno zwinięte w kłębek i kompletnie bez ruchu. To był jedyny moment, kiedy mieliśmy wątpliwości, czy damy radę.

W pewnym momencie weteran Moli, najstarszy pies w całym zespole – 9 lat, podniósł się zwyczajnie i na dodatek dla rozgrzewki zaczął się tarzać po śniegu. Momentalnie całe napięcie minęło. Wiedzieliśmy, że wszystko będzie dobrze. Szybko ruszyliśmy naprzód, żeby znaleźć się w bardziej przyjaznym miejscu.

Inarijarvi Expedition 2010, Daria NowakowskaInarijarvi Expedition 2010, Daria Nowakowska

Tego dnia Arktyka pokazała nam jeszcze jedno oblicze. Wichura przyniosła niż i zrobiło się ciepło – ok. 0°C – i przez moment padał nawet deszcz.

Inarijarvi Expedition 2010 to spełnienie naszych marzeń, to bezcenne źródło wiedzy o mushingu, Arktyce, psach i o nas samych. To wreszcie niesamowite źródło motywacji do realizacji naszych przyszłych projektów, które są już dość ściśle rozpisane. Po takiej wyprawie wiele spraw staje się oczywistych i przestaje być problemem. I tak właśnie miało być!

zczegółowe informacje na stronach:

www.inarijarvi2010.blogspot.com

www.syberiada-adventure.blogspot.com

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0