Gore-tex Transalpine Run 2011: wspomnienia uczestniczki

Każde zawody dostarczają pewnych emocji, wrażeń… A im dłużej trwają, tym więcęj w pamięci pozostaje. 274 km po Alpach podzielone na 8 etapów w ciągu 8 dni to wystarczająco długi dystans i czas, aby tych wrażeń zebrał się cały kosz.

Może się to wydawać dziwne, ale ja już wcale nie pamiętam pięknych alpejskich krajobrazów, choć niektóre naprawdę zapierały dech w płucach. To, do czego natomiast wracam ciągle jeszcze myślami, to krótkie momenty, jakieś powiedzenie, napotkani ludzie, obrazy, smaki, wszystko to co pomogło mi dobiec do mety 7. Gore-tex Transalpine-Run.

Arbuzy i bulion

Arbuzy obecne były na większości punktów żywieniowych. Ze szczególnym utęsknieniem czekałam na nie podczas 1. i 2. etapu, kiedy żar lał się z nieba, a mój przełyk nie przyjmował już ani napoji izotonicznych, ani coli ani nawet wody. Bulion natomiast to zwycięzca etapów wysokogórskich. Najlepszy pod słońcem posiłek energetyczny i do tego ciepły! Idealny substytut batonów, gdy żołądek mówi NIE.

Gore-Tex Transalpine Run: Arbuzy i buliony (fot. P. Kosmala)Gore-Tex Transalpine Run: Arbuzy i buliony (fot. P. Kosmala)

Anioły jurajskie

Ricarda i Niels – przeurocza para najezdnych Szwajcarów niemieckiego pochodzenia. Po raz pierwszy zobaczyłam ich podczas zawodów Zugspitz Ultratrail w czerwcu i już wtedy zwrócili moją uwagę, choćby z tego powodu, że obydwoje od stóp do głów ubrani byli na turkusowo i obydwoje w spódniczkach.

Gore-Tex Transalpine Run: Anioły jurajskie (fot. P. Kosmala)Gore-Tex Transalpine Run: Anioły jurajskie (fot. P. Kosmala)

Podczas TAR preferowali podobny styl w modzie, czym z sukcesem przykuwali uwagę wszystkich operatorów kamer i aparatów. Jak najbardziej zasłużenie wygrali też konkurs na najbardziej rzucający się w oczy zespół. Dla mnie byli przede wszystkim parą niesamowicie pogodnych ludzi, czerpiących wielką radość z biegania i dzielących się nią z innymi.

Pani z dzwonkiem

Motywatorka numer 1 na trasie. Obecna podczas każdego etapu i pojawiająca się w najbardziej nieoczekiwanych momentach. Dzwięk jej dzwonka, a właściwie dzwonu w rodzaju tych, jakie krowy alpejskie mają uwiązane do szyji, był jak zastrzyk dodatkowej energii. No i te okrzyki… Niezapomniane!

Gore-Tex Transalpine Run: Pani z dzwonkiem (fot. P. Kosmala)Gore-Tex Transalpine Run: Pani z dzwonkiem (fot. P. Kosmala)

Luu mol loo

po saarlandzku znaczy ‘spójrz tam’. To moje pierwsze i chyba ostatnie słowa, jakich nauczyłam się w tym lokalnym narzeczu ludzi zamieszkujących mały region w zachodnich Niemczech. ‘Luu mol loo’ zasłyszałam podczas rozmowy Christiana, mojego partnera, ze swoim ziomkiem saarlandzkim, gdy większą ekipą 3 lub 4 zespołów pokonywaliśmy 1200 m w pionie do Futschölpass (2768m). Tak mi zostało w pamięci, że potem, podczas ciężkich chwil na trasie powtarzałam je jak litanię, a na ostatnim etapie ze Schruns do Latsch, gdy do nadrobienia mieliśmy 3,5 min aby wskoczyć na piątą pozycję, Christian użył je jako dopingu. I podziałało☺!

Gore-Tex Transalpine Run: Luu mol loo (fot. P. Kosmala)Gore-Tex Transalpine Run: Luu mol loo (fot. P. Kosmala)

Kino

Cowieczorny, poobiedni pokaz zdjęć i filmu z właśnie zakończonego etapu. Dla mnie był to czas refleksji, odprężenia i śmiechu. Spojrzenia na twarze ludzi, którzy biegną co dnia ta samą trasę, a których przez te 274km można nawet nie spotkać. To niesamowite, ile aparat może uchwycić…był śmiech, zmęczenie, ból, zaskoczenie radość, niepewność, a wszystko to na tle pieknych krajobrazów, które czasami mogły umknąć uwagi, gdy oczy przysłaniał pot i zmęczenie.

Kasia Zając

GORE-TEX® TRANSALPINE-RUN rozegrano w dniach 2-10 września w trzech krajach : Austrii, Szwajcarii i Włoszech. Wystartowało 640 osób w zespołach dwuosobowych, Kasia Zając biegła z Christianem Zimmerem w barwach Team Salomon Poland/Germany. W zespołach mieszanych zajęli 5. miejsce.

W klasyfikacji generalnej niepokanymi zostali dwaj Hiszpanie Dawid Lopez i Miguel Caballero z zespołu Trangoworld Gore-Tex, wśród zespołów kobiecych po wycofaniu się Mirei Miro i Stephanie Jimenez z Salomona (panie musiały zrezygnować po 6. dniu z powodu zapalenia ścięgna jednej z nich, a miały przewagę 1h 43min!), wygrały Claire Gordon i Fiona Maxwell ze szkockiego teamu Shettletrot. Natomiast w zespołach mieszanych nie było mocnych na szwajcarsko-austriacki duet Salomona Gaby Steigmeier i Seppi Neuhauser.

[video:http://www.youtube.com/watch?v=RMcH2cqRmwg&feature=player_embedded#!]

Panowie z międzynarodowego Teamu Salomona, Julien Chorier z Francji i Philip Reiter z Niemiec, ostatecznie zajęli trzecie miejsce pośród zespołów męskich.

W zawodach wystartowało 640 osób, koszulki „FINISHER” otrzymało nieco ponad 500 zawodników.

Pełne wyniki: http://services.datasport.com/2011/lauf/transalpine/

Strona zawodów : http://www.transalpine-run.com/

Relacje dzień po dniu ze zmagań Kasi Zając oraz dużo zdjęć znajduje się na blogu www.salomonrunning.com/pl

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0