Huairasinchi – trudna decyzja Speleo Salomon

W sobotnie popołudnie Speleo Salomon wyjechało na etap rowerowy jako pierwszy zespół. Jednak po pół godzinie drogi na mapie przestały pokrywać się z rzeczywistością i zaczęła się ruletka: ci co mieli więcej szczęścia znajdowali dobrą ścieżkę, ci co mieli go mniej, szukali odpowiedniego wariantu kilkanaście minut.

Rajd Huairasinchi, przeprawaRajd Huairasinchi

Nasi szczęścia nie mieli i razem z jednym z zespołów ekwadorskich, stracili całą przewagę. Po pięciu godzinach i ok. 60km pedałowania jako czwarty zespół, już po zmroku, dojechali do przeprawy linowej w Tarabita. Jeszcze 3 lata temu była tam szeroka, utwardzona droga, ale po wybuchu wulkanu strumień lawy zmiótł ją z powierzchni ziemi. Miejscowe władze, aby uniknąć ponownych zniszczeń, wykopały w tym miejscu głębokie na 50m i szerokie na 100m koryto, a drogę zastąpiły liny. Na jednej z nich na drugą stronę przejeżdżali zawodnicy, na drugiej podczepiano rowery. Jako pierwsi zadanie pokonali Ekwadorczycy z najmocniejszego krajowego zespołu, tuż po nich Hiszpanie, Francuzi oraz Speleo z 30 minutami straty.

Rajd Huairasinchi, linyRajd Huairasinchi

O godzinie 21, po szybkim posiłku i zmianie butów, zaczynali treking. Z wysokosci 2500m n.p.m., na której dżungla była bujna, a temperautura wynosila ok. 15st., wspięli się niemal na 3900m do Cumbre Mulmu. Tam zrobilo sie zupełnie zimno i mokro, a wysoką roslinność zastąpiły trawy i mgły ekawdorskich highlands. Pojawiły się też scieżki, których nie było na mapie. Mimo tego, że zespół miał w swoim składzie Galo (który uzupelniał braki mapy wskazówkami od rdzennych mieszkańców), nie udawało się bezbłędnie znaleźć dróg do kolejnego punktu kontrolnego.

W środku nocy Piotrek Kosmala zaczął mieć problemy z oddychaniem. Prawdopodbnie także z powodu zimna, powyżej 3700m na jednym z niekończących się podejść, zaczęło brakować mu powietrza. Doszedł na wyskość 3900m, gdzie zlokalizowany był punkt kontrolny i liczył na to, że gdy zejdzie do strefy zmian 400m niżej, płuca znów zaczną pobierać wystarczająco dużo tlenu. Niestety nawet na tej wysokości nadal był bardzo osłabiony i z trudem łapał oddech. Zespół podjął trudną, ale jedyną dobrą decyzję o wycofaniu się.

W punkcie medycznym Piotrek dostał tlen, ale nie mógł już kontynuować zawodów. W tym samym namiocie, w niedzielę nad ranem, pomocy lekarskiej udzielano jeszcze co najmniej 5 zespołom. Dla bezpieczeństwa oni także rezygnowali z rywalizacji.

W poniedziałek w wiosce Lechugal na metę, po emocjonującym finiszu, jako pierwsi przybyli Hiszpanie z Buff Thermocool, wyprzedzając na kajakach Team Ekwador. Po 49 godzinach ścigania różnica między nimi wynosiła 1 minutę i 50 saekund! Trzecim zespołem był także zespół z Ekwadoru.

Mimo kłopotów Speleo Salomon (tym razem w składzie Sarah Clark, Galo Tamayo, Mike Johnston, Piotrek Kosmala) wrócą do Ekwadoru za rok lub dwa. Pewnie z dłuższą, co najmniej tygodniową aklimatyzacją u stóp wulkanów i z tak cennym i rzadkim doświadczeniem na wysokościach, gdyż rajdy adventure prawie nigdy nie są rozgrywane tak wysoko. A ponieważ rajd Huairasinchi był eliminacją Mistrzostw Swiata 2009, za rok lub dwa może być także najważniejszą imprezą adventure race.

Strona zawodów: www.huairasinchi.com.ec
Strona zespołu: www.speleoteam.pl

Monika Strojny

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0