Alpine Pro reaktywacja

Czeska marka Alpine Pro od 6 lat działa na polskim rynku. Przez ten czas sukcesy marketingowe mieszały się z okresami zastoju jednak teraz Alpine Pro zapowiada silny i skuteczny powrót na rynek.

W reaktywacji ma jej pomóc doświadczenie i znajomość rynku outdoorowego Marka Borowieckiego, nowego Menadżera Sprzedaży. Swoje doświadczenie Borowiecki zbierał jako Członek Zarządu i Dyrektor ds. Sprzedaży największej polskiej firmy outdoorowej czyli Euromark Polska S.A.

Marek Borowiecki, Menadżer ds. Sprzedaży Alpine Pro Polska Sp. z o.o.Marek Borowiecki, Menadżer ds. Sprzedaży Alpine Pro Polska Sp. z o.o.

Z kolei funkcję Prezesa Zarządu Alpine Pro Polska Sp. z o.o. objął Aleksander Stuglik. Oto rozmowa o nowych wyzwaniach stojących przed firmą jaką przeprowadzialiśmy na targach w Kielcach.


Piotr Turkot (4outdoor.pl): Alpine Pro znana jest na polskim rynku, jak ocenia Pan jej dotychczasową działalność.

Aleksander Stuglik (Prezes Zarządu Alpine Pro Polska Sp. z o.o.): Czeska marka Alpine Pro istnieje w Polsce od 2003 roku. Całkiem dobrze rozwijała się w latach 2004-2005. W 2006 roku zaczęły się problemy, niektóre decyzje poprzedniego zarządu doprowadziły do kryzysu. W 2007 roku firma została przeniesiona z Wrocławia do Sosnowca i tam de facto wegetowała, dlatego spółka Alpine Pro przejęła marketing na teren Polski.
Tak się składa, że jestem prawnikiem i członkiem zarządu tej spółki. Więc na początku zajmowałem się głębokim „czyszczeniem” jej od strony formalnej. Moją rolą jest zagwarantowanie odpowiedniego jej działania i mobilności na rynku. Mamy na celu przywrócenie sprzedaży w Polsce, której w zasadzie nie było przez dwa lata.

Aleksander Stuglik, Prezes Zarządu Alpine Pro Polska Sp. z o.o.Aleksander Stuglik, Prezes Zarządu Alpine Pro Polska Sp. z o.o.

W pewnym sensie konkurujemy z inną czeską firmą, Hannah (która ma już stabilną, ugruntowaną pozycję w Polsce). Również na czeskim rynku obie te firmy rywalizują ze sobą. Silną stroną Alpine Pro jest fakt, że została sponsorem Czeskiego Komitetu Olimpijskiego. Poza tym spółka ma na rynku czeskim zaplecze w postaci mocnej sieci sprzedaży: 30 sklepów własnych i 45 franczyzowych. Jak na tak mały kraj, to naprawdę sporo. Tak sytuacja wygląda na chwilę obecną, zobaczymy co przyniosą zamówienia, jaki będzie odbiór na polskim rynku. Zakładamy, że nasza kolekcja jest na tyle dobra i obszerna, że spodoba się klientom. Liczymy, że marka stanie się w Polsce rozpoznawalna i uda nam się zająć
miejsce w pierwszej piątce najważniejszych firm outdoorowych.

A jak obecne problemy gospodarcze, głównie walutowe mogą wpłynąć na wasze plany?

Tak, pewnym problemem jest waluta. My operujemy cały czas
złotówką i nie proponujemy, tak jak niektórzy, cenników w euro. Mamy nadzieję, że za jakiś czas sytuacja zmieni się na
korzyść. Rozważamy opcję, żeby przejść w rozliczeniach na koronę
czeską, tym bardziej, że wahania kursu euro w stosunku do korony są
korzystniejsze niż w stosunku do złotówki. Korona straciła 20% do euro,
myśmy stracili chyba 35%. Pytanie tylko, czy nasi klienci będą chcieli
rozliczać się w koronach… To może być jednak kłopotliwe.

Jak zatem przedstawia się wasza oferta, jak zamierzacie konkurować na polskim rynku?

Pozostajemy przy kolekcji narciarskiej i outdoorowej, mimo, że w Czechach powiększony został znacznie segment casual – na polskim rynku z tą częścią kolekcji byłoby nam o wiele gorzej, ponieważ mamy silną konkurencję znanych firm odzieżowych. Co ważne jakość naszych produktów wyraźnie wzrosła. Ilość reklamacji jest dużo mniejsza, niż jeszcze kilka lat temu. To około 1%, co na tę branżę i tak jest niezłym wynikiem, a biorąc pod uwagę produkcję w Chinach możemy nawet mówić o rewelacji. Poprawa wzięła się również z faktu, że zmieniliśmy fabryki ubrań i butów (w ofercie mamy 50 modeli butów).

Dodatkowo mamy w planie otworzyć w Polsce sklepy. Zamierzamy otworzyć je wspólnie z firmą, która nie jest dla nas konkurencją, choć też oferuje asortyment odzieżowy, outdoorowy. Jesteśmy na etapie zaawansowanych rozmów. Pierwsze sklepy zostaną otwarte prawdopodobnie już w tym roku. Zaczniemy od Krakowa i Zakopanego, a potem będziemy poszerzać sieć sprzedaży na całą Polskę. Będą to sklepy niezależne, nie w galeriach, które oferują bardzo trudne warunki współpracy – może w przyszłości ta sytuacja ulegnie zmianie i to centra handlowe będą konkurowały o najemcę.

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0