Royal Robbins – z granitowych ścian Yosemite na cały świat

15-letni Royal Robbins nie przepadał za szkołą. Granitowe kolosy, które podziwiał podczas obozu skautowego w dolinie Yosemite, stanowiły dla niego zapowiedź przyszłości o wiele bardziej interesującej niż ta, którą rysował przed nim system edukacyjny. Stojąc u stóp ścian El Capitana, dla wielu wspinaczy w tamtych czasach nieosiągalnych, dostrzegł wyzwanie.

Złota era we wspinaczce

W późnych latach 50. XX wieku Royal Robbins współtworzył barwne pokolenie amerykańskich wspinaczy, którzy już wkrótce zaczęli wyznaczać nowe trendy i podnosić poprzeczkę trudności na wielkich ścianach Doliny.

– Potrzebujemy przygody. Ona jest w naszej krwi i nigdy nie zniknie. Góry będą nieustannie nas przywoływać do siebie, bo to one wypełniają naszą potrzebę bycia jednością z naturą oraz przeżycia przygody – wspominał później Royal.

Royal i Liz w 1967 roku (fot. arch. Royal Robbins / Fenix Group)

Kolejne kilkanaście lat to okres pionierskich przejść, spośród których wiele uznawanych jest dzisiaj za kultowe. Pierwsze przejścia na Half Dome czy El Capitanie należały do Royala i jego przyjaciół. Wspinacze wieczory spędzali na słynnym Camp 4, gdzie toczyli ważne dla nich dyskusje na temat życia, literatury, pierwszych miłości i oczywiście celów wspinaczkowych. Tam też w 1960 roku Royal poznał Liz, swoją późniejszą partnerkę zarówno w życiu, jak i w biznesie. Liz wspomina, że Royal urzekł ją swoją pasją i determinacją w dążeniu do celu:
– Royal pragnął niemożliwego. Czuł potrzebę ciągłego przekraczania granic swojej wyobraźni, ducha i możliwości fizycznych – to sprawiało, że decydował się realizować odważne projekty, których trudności budziły podziw wśród innych wspinaczy.

Lata 50. i 60. nie bez powodu nazywane są złotą erą we wspinaczce bigwallowej. Duane Raleigh, redaktor naczelny magazynu Rock and Ice, nie ma wątpliwości – Wspinanie, jakie znamy, nie istniałoby bez Royala. Styl, w jakim poruszał się w skale i jego sposób myślenia o przejściach wielkich ścian wyznaczyły kierunek rozwoju i ukształtowały kolejne pokolenia wspinaczy w dolinie Yosemite.

Royal i Liz na szczycie El Capitan. Royal ukończył właśnie solowe przejście Muir Wall, 1968 rok (fot. Glen Denny / Royal Robins / Fenix Group)

Wielka czwórka

Pierwsze przejścia pionowych ścian wywołały także dyskusję na temat wspinaczkowej etyki. Młodzi, żądni przygód, a często i bardzo rozrywkowi amatorzy adrenaliny „wchodzili w drogę” strażnikom Parku Narodowego Yosemite. Problemem były także zostawiane w skale ogromne ilości żelastwa. Royal i jego wspinaczkowi partnerzy – Tom Frost, Chuck Pratt i Yvon Chouinard – byli prekursorami wspinaczki w stylu „clean”. W tamtych czasach do asekuracji używano metalowych haków, które podczas wbijania w rysy mocno niszczyły skałę.

Zaangażowanie „wielkiej czwórki” na rzecz bardziej ekologicznego podejścia do wspinania przyczyniło się do powstania debaty na ten temat. W1967 roku Royal i Liz poprowadzili nową drogę przy użyciu niepopularnych jeszcze wtedy kości (dzisiejsze stopery, rocksy). Droga otrzymała nazwę Nutcracker (z ang. nutcracker – dziadek do orzechów, ale też gra słowna: nut – nakrętka, pierwsze kości przypominały kształtem nakrętki do śrub, a czasem nimi po prostu były; crack – rysa).

Mount Paraphernalia i początki Royal Robbins

Pomysł wejścia w przemysł odzieżowy narodził się w późnych latach 60. Wspinacze nie mieli wtedy dedykowanych ubrań. Najczęściej korzystali z odzieży wojskowej oraz postrzępionych jeansów. Niestety, nie wyglądało to zbyt estetycznie, na co zwróciła uwagę Liz, kiedy zobaczyła jedną z fotografii przedstawiającą ją i Royala po wspinaczce na El Capitana. Znalezienie czegoś, co z jednej strony wytrzyma kontakt z ostrym granitem Yosemite, a z drugiej będzie dobrze wyglądać, graniczyło z cudem.

Tak narodził się pomysł założenia marki odzieżowej. Liz uszyła swoje pierwsze szorty, które nazwała Billy Goat i to był początek nowej marki. Biznes narodził się z przekonania, a nie chęci zarobienia pieniędzy. Zarówno Liz, jak i Royal mieli prosty cel – szyć ubrania dla wspinaczy, które będą wygodne, wytrzymałe i trwałe, a przy tym będą wyglądać dobrze zarówno wśród gór Sierra Nevada i namiotów Camp 4, jak i w miejskiej scenerii – w pracy czy w barze. Zanim ich marka zaczęła być znana pod nazwą Royal Robbins, sprzedawali sprzęt wspinaczkowy jako Mountain Paraphernalia, a nowo powstałą linię odzieżową nazwali Mountain Threads. W późniejszych latach coraz częściej nazywano ich po prostu Robbins, co w 1982 roku doprowadziło do zmiany nazwy marki na Royal Robbins. Początkowo nieprzekonany do nowej nazwy Royal, ostatecznie zgodził się, m.in. dlatego, by pokazać, że wszystko co produkuje jest zgodne z jego osobistymi standardami etyki, jakości i wygody.

#goeverywhere

Dzisiaj, po ponad 50 latach od powstania, Royal Robbins wciąż produkuje trwałą, klasyczną odzież outdoorową, która ucieleśnia miłość do gór i natury. To ubrania w stylu „dress once” – szybkoschnące, lekkie materiały, które zapewniają dużą swobodę ruchów i wyglądają dobrze przez cały dzień, niezależnie od okazji. Stonowana kolorystyka inspirowana naturą oraz klasyczny styl sprawiają, że produkty te dobrze sprawdzą się na szlaku, w biurze, w samolocie i na kolacji z przyjaciółmi. Royal Robbins to uniwersalna odzież, która dosłownie „pójdzie z Tobą” wszędzie.

***

Od 2018 roku Royal Robbins jest częścią Fenix Outdoor International AG, firmy, w skład której wchodzą obecne już na polskim rynku marki: Fjällräven, Hanwag, Primus i Brunton.

Marka uzupełnia portfolio Fenix Outdoor zarówno od strony produktowej, jak i geograficznej. Royal Robbins ma silną pozycję na północnoamerykańskim rynku – mówi Martin Nordin, CEO Grupy Fenix.

Z kolei Michael Millenacker, CEO Royal Robbins zauważa – Bycie partnerem Fenix Outdoor zapewnia nam jedną z największych platform w branży do opowiedzenia naszej unikalnej historii, dotarcia do nowych klientów i wejścia na nowe rynki w znacznie szybszym tempie.

Oficjalna strona marki: www.royalrobbins.com

Artykuł sponsorowany

COMMENTS

WORDPRESS: 0