HomeRynek outdoorLudzie branży outdoor

Jacek Grzędzielski odchodzi z Oberalp

W dniach 22-23 listopada w zakopiańskim Nosalowym Dworze odbyła się prezentacja nowych kolekcji na jesień-zima 2018 marek z portfolio Grupy Oberalp – m.in. Salewa, Dynafit i Speedo.

Klasycznym prezentacjom kolekcji towarzyszył pokaz mody (szerzej o nowościach napiszemy już niebawem). Nie zabrakło też spotkania z praktykami – swoją prelekcję mieli wspinacze Łukasz Dudek i Jacek Matuszek, którzy od kilku lat z sukcesami realizują projekt Alpine Wall Tour.

Prezentacja nowej kolekcji marki Salewa

Z pewnością ważnym momentem spotkania było ogłoszenie, że Jacek Grzędzielski – twórca sukcesu Oberalp na polskim rynku – po 10 latach współpracy odchodzi z firmy. Stery w Polsce przejmuje Jarek Daniel, który zastaje firmę w dobrej kondycji.

Jacek Grzędzielski, twórca sukcesu marek z Grupy Oberalp w Polsce

Współpracownicy Jacka Grzędzielskiego w Oberalp Polska

Oto krótka rozmowa przeprowadzana na gorąco po oficjalnym ogłoszeniu odejścia:

Piotr Turkot / 4outdoor: Jesteśmy na konwencji Salewy. Przed chwilą byliśmy świadkami bardzo emocjonującego i wzruszającego momentu, kiedy żegnałeś firmę Oberalp, a w szczególności Salewę, z którą wystartowałeś w 2007 roku. Skąd taka decyzja?

Jacek Grzędzielski: Łza w oku się kręci i wzruszenie jest wielkie. Bo tak jak wspomniałeś, zakładałem tę firmę od zera. Przez te 10 lat naprawdę dużo osiągnęliśmy i wydarzyło się wiele dobrego. 10 lat to także czas na refleksję, czy iść dalej, czy próbować jakiegoś innego wyzwania. Czułem się mocno spełniony w tym, co robiłem tutaj w outdoorze. Ale pojawiła się dla mnie nowa szansa i stwierdziłem, że jak nie teraz to nigdy. Więc zdecydowałem się na coś nowego.

Jak patrzysz na te 10 lat? Oczywiście zaczynałeś pracę z firmą, która miała wielką tradycję, ale mimo to w Polsce to był skok na głęboką wodę.

Na bardzo głęboką wodę… Od początku mówiłem, że nie miałem żadnego doświadczenia w outdoorze. Do tej firmy doprowadziła mnie moja pasja i też sportowa dusza, którą miałem kiedyś będąc kolarzem górskim, a teraz także aktywnym sportowcem amatorem. Praktycznie stawiałem to wszystko od zera, kierując się prostymi zasadami, nie oglądając się na innych, tylko podążając za filozofią marek, ich prawdziwym DNA. Salewa od początku była firmą górską, nie outdoorową. Dynafit był liderem w niszowej jeszcze wtedy konkurencji skitourów. Wystarczyło słuchać, jakie są wytyczne, czuć to i być mocno zaangażowanym. Wydaje mi się, że właśnie dzięki temu zaangażowaniu i doborze odpowiednich ludzi dokonaliśmy tego, co teraz jest widoczne – czyli z praktycznie nieistniejącej marki zrobiliśmy się dużym graczem na rynku outdoorowym w Polsce.

Na spotkaniu wspomniałeś ważne postaci, instytucje, które zapisał się szczególnie w Twojej pamięci.

Były bardzo dobre dusze firmy, długo by wymieniać. Na spotkaniu wspomniałem nieżyjącego już Sławka Riemena, współwłaściciela Tatra Trade, który już w pierwszym tygodniu, jak tylko zacząłem pracę, zaoferował mi swoją pomoc i wdrożenie, szczególnie w Dynafita i Salewę. Jestem mu za to bardzo wdzięczny. Do tego mogę jeszcze powiedzieć o moich spełnionych marzeniach, czyli współpracy z TOPR, TPN, GOPR, Kingą Baranowską, To były marzenia chłopca z podwórka, który nie zdawał sobie sprawy – według moich klientów i konkurentów (uśmiech) – z tego co mówi, ale okazało się, że jeśli jest się wytrwałym i ma się jakiś cel, to go łatwo osiągnąć.

W jakiej kondycji zostawiasz firmę?

No, nie będę się chwalił, ale w najlepszej od 10 lat (śmiech). Obroty firmy wzrosły 12-krotnie, od dwóch lat mamy też marki obce w dystrybucji, czyli Speedo na cztery kraje i dodatkowo Silvę. Tak naprawdę Salewa i Dynafit zrobiły targety już na dwa lata do przodu. Sklepy mają dobre wyniki. Coraz więcej instytucji ufa naszym markom. Aż żal to zostawiać…

Wspomniałeś, że na samym początku Twoje doświadczenie z outdoorem było małe, a w zasadzie zerowe. Jak patrzysz na te 10 lat, jak się zmieniał outdoor, jak Ty się zmieniałeś wraz z branżą?

Paradoksalnie ta moja niewiedza, jeśli chodzi o rynek outdooru, mi pomogła. Ponieważ podszedłem to mojego zadania biznesowo, ale też przez perspektywę budowania marki. Jeśli marka ma swoje prawdziwe DNA, jest niepowtarzalna, wyróżnia się czymś spośród innych marek, to naprawdę można wiele zrobić. I fakt, że nie oglądałem się na to, jak to wszystko do tej pory funkcjonowało oraz wprowadziłem – według mnie – sporo pionierskich rzeczy, chociażby visual merchandising (już chyba 6 lat temu o tym mówiliśmy), to wszystko nam pomogło podejść do tematu bardziej biznesowo. Wydaje mi się, że outdoor – co pozytywne – robi się coraz bardziej biznesowy. Ludzie coraz większą wagę przywiązują do biznesowych, rynkowych reguł, a nie do sentymentów, które 10 lat temu były mocne i wywodziły się z czasów, kiedy nie było międzynarodowych graczy, internet nie był silny, a rynek funkcjonował jak funkcjonował. Teraz pojawiły się sieci międzynarodowe, wzmocniła się sprzedaż kanałami internetowymi. Nastąpiła globalizacja. I outdoor musi kierować się takimi samymi zasadami biznesowymi, jak każda inna branża gospodarki.

***

Tu warto w imieniu redakcji 4outdoor Biznes podziękować Jackowi Grzędzielskiemu za dekadę doskonałej współpracy i otwartość na rozmowy z mediami. Życzymy powodzenia w realizacji nowych projektów!

Redakcja 4outdoor

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0