Jestem osobą zadeklarowaną po stronie natury – rozmowa z Martyną Wojciechowską

Za co najbardziej ceni markę Jack Wolfskin? Jak odnalazła się w roli sprzedawcy w sklepie outdoorowym? Czy tęskni za górskimi wyzwaniami, takimi jak Korona Ziemi? W jakie projekty obecnie się angażuje i czym jest dla niej podróżowanie i ekologia? – zapraszamy do lektury wywiadu z Martyną Wojciechowską, ambasadorką marki Jack Wolfskin.  

Martyna Wojciechowska (fot. Lucyna Lewandowska)

Aneta Żukowska: Od lutego 2017 roku jesteś ambasadorką marki Jack Wolfskin – dlaczego Twój wybór padł właśnie na tę markę?

Martyna Wojciechowska: Czasami się śmieję, że to dlatego, że mam ogromną słabość do wilków i nie mogę sobie wyobrazić wspanialszej marki, która łączy najważniejsze dla mnie rzeczy: świetne produkty, symbol wilka i działalność na rzecz środowiska. Spośród różnych marek, które są w Polsce, Jack Wolfskin wydał mi się firmą, która myśli o naszym rynku najbardziej rozwojowo, a przy tym angażuje się w wiele dodatkowych aktywności, organizując choćby swoją własną imprezę, czyli Wolfskin Stories Event. Wydaje mi się, że nikt w Polsce nie inwestuje teraz tyle w markę, w jej rozpoznawalność i nie ma tak jednoznacznego wizerunku: blisko ludzi i blisko przyrody.

Wolfskin Stories Event odbył się w Warszawie, w październiku ubiegłego roku, Ty również brałaś w nim udział ze swoim wykładem. Jak oceniasz ideę i potrzebę istnienia tego typu wydarzeń?

W Polsce jest dużo festiwali podróżniczych, ale mam wrażenie, że wiele z tych imprez to hermetyczne spotkania dla osób ze środowiska. Natomiast Wolfskin Stories Event odbywa się w miejskiej przestrzeni, jest pomyślany jako spotkanie dla ludzi, którzy nie do końca do tej pory interesowali się tą tematyką, ale w tym naszym zabieganym świecie, w tym warszawskim życiu, mogą wcisnąć pauzę, przyjść, spotkać się, zainspirować i odetchnąć zupełnie inną atmosferą. Wierzymy, że to spowoduje, że osoby spoza środowiska, które do tej pory nie były outdoorowe, mają szansę zainteresować się tą tematyką. Wydaje mi się, że ta formuła wykracza poza dotychczasowe festiwale i spotkania podróżnicze, które były organizowane w Polsce. Zresztą Wolfskin Stories Event to nie tylko podróże, eksploracje, outdoor, ale również coaching, samorozwój, zastanowienie się nad sobą. Wydaje mi się, że ten ubiegłoroczny event idealnie wpisał się w potrzeby.

Można powiedzieć, że w takim razie wpisuje się to także w obecną potrzebę branży outdoorowej, aby już nie skupiać się na przekonywaniu przekonanych, ale wychodzić poza zamknięte środowisko outdoorowe.

Ideą marki Jack Wolfskin jest właśnie wychodzenie poza środowisko stricte wspinaczkowe, narciarskie, zadeklarowane, które i tak dużą część swojego życia dedykuje outdoorowi. Jest wiele osób, które nawet w przestrzeni podmiejskiej czy miejskiej chcą spędzać czas aktywnie, chcą się ruszać na świeżym powietrzu i przy tym dobrze wyglądać. Właśnie dla nich Jack Wolfskin ma ofertę ubrań, które są równie zaawansowane technicznie jak ubrania innych marek i są dostępne dla zwyczajnych-niezwyczajnych ludzi. 

Marcin Gabryołek i Martyna Wojciechowska (fot. arch. Jack Wolfskin Polska)

Czy korzystasz ze sprzętu Jack Wolfskin podczas swoich podroży? Czy masz swój ulubiony element ekwipunku tej marki?

Jasne, zresztą zanim zaczęłam współpracować z marką Jack Wolfskin i tak używałam ich produktów, więc kiedy pojawiła się propozycja współpracy, mogłam na nią zareagować jedynie z entuzjazmem. Mam okazję nosić to, co jest obecnie w kolekcji, jak i produkty, które pojawią się dopiero za rok – ta przyszła zima jest rewelacyjna, bardzo wysokoenergetyczna. Oczywiście, że mam swoje ulubione produkty, w niektórych mogłabym chodzić niemalże non stop, ale chodzi też o to, by testować nowe rzeczy, żeby dzielić się opinią, więc mam dużą rotację ubrań. W tej chwili na przykład mam na sobie kurtkę puchową z elastycznymi wstawkami, która jest tak wygodna, że chodzę w niej przez całą zimę. Traktuję ją jak sweter. Kurtka puchowa to jest taki element, który mam ze sobą zawsze, na każdej wyprawie, w każde miejsce na świecie. Poza tym absolutnie zachwycają mnie ubrania z kolekcji Ecosphere i uważam, że jest to kierunek, w którym powinien iść cały rynek outdoorowy. Produkty z tej kolekcji wykonane są z materiałów z recyklingu. To oddanie naturze tego, co od niej dostajemy. Jeżeli chcemy spędzać czas aktywnie, w terenie, to jednocześnie powinniśmy się starać, by ślad ekologiczny, który zostawiamy, był jak najbardziej przyjazny środowisku. Mam nadzieję, że ten trend będzie się rozwijał coraz bardziej. Kolejnym etapem jest wprowadzenie do sprzedaży ubrań, które produkowane są z plastikowych butelek. Co ważne, nie wpływa to w żaden sposób na jakość i funkcjonalność tych produktów.

Tak, ten trend, przynajmniej na tzw. zachodzie, jest coraz silniejszy – wiele się mówi obecnie o ekologicznych aspektach produktów, o zrównoważonym rozwoju i społecznej odpowiedzialności branży outdoorowej. Czy na te elementy zwracałaś też uwagę wcześniej, zanim rozpoczęłaś współpracę z marką Jacka Wolfskin?

Oczywiście, jestem osobą zadeklarowaną po stronie natury i nie jest to moja pierwsza współpraca z firmą, która dba o środowisko. Mogę nawet powiedzieć tak: nie podejmuję żadnej współpracy z marką, która jest po prostu marką. Jeśli ja i ludzie, którzy tworzą daną markę, nie wyznajemy podobnych wartości – a tą wartością jest dla mnie kontrybucja na rzecz środowiska i społeczności – to nie podejmuję z nią współpracy.

W Polsce ciągle te wartości nie są na pierwszym miejscu, także dla klientów.

My czujemy, że w ekologii jest potencjał, każdy chciałby zaznaczyć, że jest eko, ale wielu klientów, decydując się na zakup, kieruje się jednak przede wszystkim ceną. Rozumiem to, bo każdy szuka ekonomicznego zakupu, ale w przypadku ubrań outdoorowych warto czasem zapłacić trochę więcej za to, by mieć produkt najwyższej jakości. A przy tym, jak już wspomniałam, uważam, że powinniśmy zwracać naturze to, co od niej dostajemy.

Niebawem będzie rocznica Waszej współpracy z marką Jack Wolfskin, czy możesz pokusić się o jakieś podsumowanie wspólnych działań oraz zdradzić Wasze plany na kontynuację?

Nasza współpraca układa się rewelacyjnie, współpracuję z bardzo dynamicznym, otwartym, zespołem i mamy nowe wspólne plany. Poza Wolfskin Stories Event zaplanowanym na listopad, będziemy organizować więcej różnych akcji, włącznie z happeningowymi – na przykład super wspominam mój pierwszy dzień w pracy jako sprzedawca w sklepie!

Przypomnijmy, że w rolę sklepowego doradcy w sklepie Jack Wolfskin w Złotych Tarasach wcieliłaś się w grudniu ubiegłego roku. Jak się odnalazłaś w tej roli?

Było to fenomenalne doświadczenie i wcale to nie jest takie łatwe, jak mi się wydawało. Po pierwsze, trzeba mieć ogromną wiedzę w zakresie ubrań outdoorowych, znajomość całej kolekcji. Jednak największą zabawą dla mnie była rola manekina w witrynie sklepowej – praktycznie nikt nie zwracał na mnie uwagi. Dopiero gdy wykonywałam jakiś gest, nieznacznie poruszałam się, ludzie reagowali bardzo spontanicznie i entuzjastycznie. Skończyło się na tym, że po kolei wchodzili na tę witrynę i robili sobie ze mną wspólne zdjęcia. A wracając do roli sprzedawcy, to poza tym, że jest to ciężka i wymagająca praca, to tak jak w każdym innym przypadku, sprawdza się tu pasja. Dobrym sprzedawcą będzie ktoś, kto jest zaangażowany w outdoor, bo jak inaczej dana osoba może zarażać innych pasją do tego, żeby się ruszać, jak inaczej może przekazać tę energię? 

Jaka aktywność outdoorowa jest Ci obecnie najbliższa?

Testuję ubrania Jack Wolfskin podczas programu „Kobieta na krańcu świata” i są to warunki bardzo różne – czasem są to ultra tropiki, ale zdarza się też, że pracujemy w bardzo zimnym, nieprzyjaznym klimacie. Tak więc zarówno ja, jak i moja ekipa, testujemy te ubrania we wszystkich możliwych strefach klimatycznych. Poza tym także na co dzień jestem fanką ruszania się w terenie, nawet jeśli chcę poćwiczyć na siłowni, wybiorę tę na świeżym powietrzu. Dużo biegam w terenie, to działa na mnie uspokajająco i wyciszająco. W przypadku wszystkich tych aktywności zarówno zimowy, jak i letni sprzęt Jacka Wolfskina bardzo mi się sprawdził. Lubię także narty zjazdowe, ale od kilku lat jestem już zadeklarowanym skitourowcem. O dziwo, w tym roku również moja niespełna 10-letnia córka ruszyła ze mną na skitoury i… daje radę! 

Nie podchodzisz już jednak do tego sportowo, rywalizacyjnie, nie bawią Cię żadne zawody?

Czuję, że etap sportowej rywalizacji mam zamknięty, obecnie duch „kto pierwszy, ten lepszy” nie jest mi do niczego potrzebny. Jeśli coś lubię w tym zakresie, to własne wyzwania. Dużo czasu spędzam w Szczyrku i choćby wchodzenie na Skrzyczne na czas stało się moją pasją. Lubię więc poprawiać swoje własne wyniki na skitourach i pieszo. 

Twoim głównym projektem jest obecnie program „Kobieta na krańcu świata”, ale czy zdarza Ci się tęsknić za wyzwaniami takimi jak zdobycie Korony Ziemi?

Tak, „Kobieta na krańcu świata” to mój główny projekt. W ubiegłym roku zrealizowaliśmy 9 odcinków w 9 krajach, a to bardzo angażuje i wymaga ogromnej kondycji, więc nie mam czasu na realizację innych projektów. Przyznaję jednak, że tęsknię za wspinaczką i temat górski nie jest dla mnie zamknięty. Nie mam w tej chwili możliwości wchodzenia na góry powyżej 6 tys. metrów. Na szczęście góry stoją i trochę jeszcze postoją, ja czuję się coraz młodsza a nie coraz starsza, utrzymuję się też w dobrej kondycji, więc spokojnie, wrócę.

Swoimi działaniami i za pomocą programu „Kobieta na krańcu świata” pokazujesz inny punkt widzenia, a także walczysz o prawa kobiet. Wraz z marką Jack Wolfskin pomoc dla Twoich bohaterek może być też bardzo konkretna – jak przy wysyłaniu odzieży outdoorowej dla 14-letniej Aghboty z Mongolii. Czy Twoim celem jest zmiana „naszego” punktu widzenia, czy zmiana sytuacji „tam” na miejscu, u Twoich bohaterów?

Ja już nie podróżuję do miejsc, podróżuję do ludzi, do ich historii i po to, by te historie opowiadać. Etap ekscytowania się tym, że znalazłam się w jakimś miejscu, mam już za sobą. Czuję się posłańcem. Wierzę, że dzieląc się opowieściami, jakie powierzyli mi ludzie na krańcach świata, wnoszę wiele do naszego życia tu, w świecie Zachodu, gdzie te programy są emitowane. Zresztą emitowane już nie tylko w Polsce, lecz łącznie na ponad 50 rynkach. Chciałabym inspirować do tego, żeby patrzeć na świat z otwartą głową, żebyśmy byli bardziej tolerancyjni, ponieważ jest wiele modeli życia i podejścia do tak podstawowych kwestii jak mieszkanie, jedzenie, budowanie związków, wychowywanie dzieci czy dobre spędzanie czasu. Wiele nas różni, ale wciąż jest więcej rzeczy, które nas łączą. O tym staram się mówić, inspirować do większej otwartości i zrozumienia drugiego człowieka.

 

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0